Ślady dawnych władców — dawne budowle obronne Dolnego Śląska

Pod koniec XIII wieku książę Bolko I Surowy podjął dwie decyzje, których ślady można dziś oglądać w odległości pięćdziesięciu kilometrów od siebie. W Jaworze zaczął budować zamek, który miał być siedzibą władzy książęcej. W Dzierżoniowie polecił otoczyć miasto murem, oddając jego obronę w ręce mieszczan. Jedno i drugie stoi do dziś. I jedno i drugie mówi o tym samym: że na Dolnym Śląsku władzę widać w kamieniu. Zebraliśmy sześć obiektów opisanych w cyklu „Ukryte Klejnoty”, które razem układają się w opowieść o tym, jak przez pięć stuleci zmieniało się to, co znaczyło „bronić się” — i kto miał do tego prawo.

Ta trasa nie jest przypadkowym zestawieniem zamków. Prowadzi od wieży, w której książę mieszkał, przez zamek, z którego rządził, dalej do murów, które postawiło sobie miasto, aż po rezydencje, w których obronność stała się już tylko dekoracją. Na końcu tej drogi warownia przestaje być twierdzą i staje się teatrem — dosłownie, bo w jednej z nich urządzono salę teatralną.

Każdy z sześciu obiektów ma w naszym cyklu własny, obszerny artykuł. Tutaj pokazujemy je razem — jako mapę i jako gotowy plan wyjazdów.

Wieża książęca w Siedlęcinie — kiedy władca mieszka w warowni

Kamienna wieża książęca w Siedlęcinie nad Bobrem, czteropiętrowa bryła z gotyckimi oknami
Wieża Książęca w Siedlęcinie, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Zaczynamy od obiektu, który jest jednocześnie mieszkaniem i fortyfikacją. Wieża książęca w Siedlęcinie nad Bobrem, kilka kilometrów od Jeleniej Góry, powstała w pierwszej połowie XIV wieku jako rezydencja obronna — typ budowli zwany wieżą mieszkalną, w którym książę i jego dwór zajmowali kolejne kondygnacje, a cała konstrukcja miała wytrzymać oblężenie.

To, co czyni ją wyjątkową, znajduje się jednak w środku. Na ścianach wielkiej sali zachowały się freski arturiańskie — sceny z legendy o Lancelocie z Jeziora, malowane w XIV wieku. Uchodzą za najpełniej zachowane na świecie świeckie malowidła ścienne o tej tematyce. Nie żywoty świętych, nie sceny biblijne — rycerski romans, zamówiony przez świeckiego władcę na ścianie własnego domu. W tej samej wieży przetrwały też najstarsze zachowane w Polsce drewniane stropy.

Siedlęcin pokazuje moment, w którym obronność i prestiż są jeszcze tym samym. Wieża broni i reprezentuje jednocześnie; nie ma jeszcze podziału na „zamek do walki” i „pałac do mieszkania”.

→ Czytaj pełny artykuł o wieży książęcej w Siedlęcinie

Zamek Piastowski w Jaworze — pięć skrzydeł i pięć wcieleń

Zamek Piastowski w Jaworze – rozległy kompleks pięciu skrzydeł z wieżą zegarową
Zamek Piastowski w Jaworze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

W XIII wieku w Jaworze zaczyna powstawać zamek, który przez następne siedemset lat będzie zmieniał funkcję częściej niż jakikolwiek inny obiekt na tej liście. Rozbudował go Bolko I Surowy, twórca potęgi księstwa świdnicko-jaworskiego — tego samego, które przez dekady opierało się naciskom czeskim i pozostało ostatnim niezależnym organizmem piastowskim na Śląsku.

Najpierw był siedzibą książęcą z Wysokim Domem, w którym odbywały się sejmiki. Potem doszła basteja artyleryjska — bo mury średniowieczne przestały wystarczać wobec broni palnej. Renesansowa przebudowa zmieniła go w rezydencję, wojna trzydziestoletnia spustoszyła, a w XVIII wieku, za Fryderyka II, dostał wieżę zegarową.

Później zaczyna się rozdział, który trudno pogodzić z jego początkiem. W XIX wieku zamek zamieniono na zakład psychiatryczny, a następnie na więzienie — mieściło nawet 692 osadzonych. Po II wojnie światowej działało tu więzienie polityczne. Rezydencja księcia stała się miejscem odosobnienia.

Dziś zamek jest udostępniony bezpłatnie, a z wieży rozciąga się panorama miasta. To najlepszy w regionie przykład tego, jak jeden budynek potrafi obsłużyć każdą kolejną formę władzy.

→ Czytaj pełny artykuł o Zamku Piastowskim w Jaworze

Mury obronne Dzierżoniowa — ten sam książę, inne narzędzie

Średniowieczne mury obronne Dzierżoniowa z basztą i promenadą wzdłuż Plant
Mury obronne Dzierżoniowa, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Ten sam Bolko I Surowy, który rozbudowywał zamek w Jaworze, pod koniec XIII wieku polecił otoczyć murem Dzierżoniów. Różnica jest zasadnicza: zamek bronił księcia, mury broniły miasta — i to mieszczanie mieli je utrzymywać. W 1333 roku książę Bolko II Mały przekazał im na ten cel dochody z opuszczonych nieruchomości, a trzy lata później miasto dostało prawo do własnej straży przy bramach, bez stałego garnizonu książęcego. To gest zaufania, jakiego w XIV wieku nie rozdawano hojnie.

System liczył około trzydziestu baszt łupinowych i cztery bramy. Wytrzymał wiele, ale nie wszystko: w 1428 roku husyci zdobyli miasto i stacjonowali w nim około dziesięciu tygodni. Po tej katastrofie mieszczanie dobudowali drugi, zewnętrzny pierścień muru.

Do dziś zachowało się 21 z 30 baszt i mniej więcej 70 procent całego obwodu — wynik wyjątkowy na Dolnym Śląsku. Zawdzięczamy go jednej decyzji administracyjnej: w 1903 roku pruska rejencja zakazała dalszych rozbiórek, gdy miasto chciało poszerzyć promenadę.

→ Czytaj pełny artykuł o murach obronnych Dzierżoniowa

Mury obronne Lubania — bazaltowa forteca Górnych Łużyc

Bazaltowe mury obronne Lubania z basztą łupinową, wzdłuż nich promenada spacerowa
Mury obronne Lubania, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Lubań pokazuje ten sam pomysł, ale w innym materiale i pod inną władzą. Mury zaczęto tu wznosić około 1318 roku z inicjatywy Waldemara, margrabiego brandenburskiego — bo Lubań leżał historycznie nie na Śląsku, lecz na Górnych Łużycach, i podlegał kolejno margrabiom, Czechom i Sasom.

Zbudowano je z czarnego bazaltu wydobywanego ze zboczy pobliskiej Kamiennej Góry — kamienia pochodzenia wulkanicznego, rzadkiego w polskich fortyfikacjach. Ta sama skała, z której natura uformowała lubański Kociołek, posłużyła człowiekowi do zbudowania obrony miasta.

System był potężny: dwie linie murów oddalone o 10–15 metrów, łącznie 32 baszty, cztery bramy i dwie fosy. Do dziś przetrwały fragmenty kurtyny wzdłuż ulicy Podwale, trzy baszty i — przede wszystkim — Wieża Bracka, cylindryczny kolos o wysokości 45 metrów, wzniesiony w 1318 roku i dostępny dziś do zwiedzania jako oddział muzeum.

Ta wieża przetrwała wszystko: dwa oblężenia husyckie, wojnę trzydziestoletnią, XIX-wieczne rozbiórki i wreszcie bitwę pancerną z marca 1945 roku, w której zniszczeniu uległo około sześćdziesięciu procent miasta.

→ Czytaj pełny artykuł o murach obronnych Lubania

Zamek w Gorzanowie — gdy warownia przestaje być warownią

Zamek w Gorzanowie z lotu ptaka – renesansowo-barokowa rezydencja z czterema szczytami i wieżą zegarową
Zamek w Gorzanowie, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

W Gorzanowie w Kotlinie Kłodzkiej stała kiedyś średniowieczna warownia. Rozbito ją w czasie wojen husyckich w drugiej połowie XV wieku — i to jest moment przełomowy w naszej opowieści. Bo kolejni właściciele nie odbudowali twierdzy. Z jej kamienia postawili w połowie XVI wieku dwór renesansowy.

W latach 1653–1657 ród Herbersteinów sprowadził włoskich architektów i przebudował całość w barokową rezydencję z czworokątnym dziedzińcem, kaplicą i sgraffitem na elewacjach. Obronność zniknęła; został prestiż. Sto pięćdziesiąt lat później w tym samym budynku działał teatr dworski, w którym grano Szekspira i Goethego, a wiejska publiczność wpuszczana była pod warunkiem przyjścia w strojach ludowych.

Dziś zamek ratuje z ruiny prywatna fundacja, a jego przyszłość jest przedmiotem sporu sądowego. Warto go zobaczyć właśnie teraz.

→ Czytaj pełny artykuł o Zamku w Gorzanowie

Zamek w Międzylesiu — od drewnianego gródka do Sali Szeptów

Zamek w Międzylesiu – żółta fasada z wieżą zegarową i mostem nad suchą fosą
Zamek w Międzylesiu, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Międzylesie, przy samej granicy z Czechami, domyka tę drogę. Stał tu drewniany gródek strzegący szlaku handlowego, w 1370 roku pojawił się murowany zamek, a w XVI wieku ród von Ratschin zamienił go w rezydencję renesansową — z zachowanym do dziś najlepiej zachowanym sgraffitem w Kotlinie Kłodzkiej.

Prawdziwy przełom przyszedł w 1653 roku, gdy posiadłość kupili Althannowie. Zostali na niej do 1945 roku — 292 lata jednego rodu na jednym zamku, przypadek na Śląsku skrajnie rzadki. To oni sprowadzili włoskiego architekta, dobudowali skrzydła barokowe i arkadową loggię.

Z dawnej obronności zostało wejście, które jest już czystą inscenizacją: żeby dostać się na dziedziniec, trzeba minąć dwie pochyłe furty, kamienne figury Wiary i Sprawiedliwości, most nad suchą fosą i bramę z herbami szesnastu rodów. Fosa jest, ale nikt jej już nie broni.

A na piętrze znajduje się Sala Szeptów — pomieszczenie, w którym dwie osoby stojące w przeciwległych narożnikach słyszą swój szept, a osoba na środku nie słyszy nic. To efekt geometrii sklepienia z XVII wieku.

→ Czytaj pełny artykuł o Zamku w Międzylesiu

Jak to zwiedzić — trzy wyprawy zamiast jednej

Sześć obiektów rozrzuconych jest po całym Dolnym Śląsku, od Jeleniej Góry po granicę czeską, więc jednodniowa trasa nie ma sensu. Naturalnie układają się natomiast trzy osobne wyprawy:

  • Kotlina Kłodzka — Zamek w Gorzanowie i Zamek w Międzylesiu dzieli 28 kilometrów drogi krajowej numer 33. Oba renesansowo-barokowe, oba ratowane w XXI wieku przez prywatnych właścicieli. To najlepsza para na tej liście i spokojnie wypełni jeden dzień, a z noclegiem w Międzylesiu — dwa.
  • Przedgórze Sudeckie i Jawor — Zamek Piastowski w Jaworze i mury obronne Dzierżoniowa łączy postać Bolka I Surowego i około 50 kilometrów drogi. W Jaworze warto dołożyć Kościół Pokoju z listy UNESCO, w Dzierżoniowie — wejście na Basztę Piaskową (sezon maj–wrzesień).
  • Pogranicze zachodnie — mury Lubania z Wieżą Bracką, a stamtąd niecałe 30 kilometrów do Zgorzelca. Siedlęcin leży dalej na południe, około 45 kilometrów od Lubania, więc najlepiej połączyć go z Jelenią Górą i Doliną Bobru.

Dwa z tych obiektów wymagają sprawdzenia godzin przed wyjazdem, bo są udostępniane sezonowo lub z przewodnikiem: Baszta Piaskowa w Dzierżoniowie (maj–wrzesień) i Wieża Bracka w Lubaniu (wtorek–sobota, we wtorki wstęp bezpłatny). Zamek w Międzylesiu zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem, w Gorzanowie sezon bywa krótki. Zamek w Jaworze i mury w obu miastach są dostępne bez opłat.

Jeśli szukasz w tym wszystkim jednej myśli przewodniej, to jest nią stopniowe rozejście się dwóch rzeczy, które w średniowieczu były nierozdzielne: bezpieczeństwa i reprezentacji. W Siedlęcinie mieszka się w wieży, bo tak jest bezpiecznie. W Jaworze książę rządzi z zamku, ale zamek trzeba już doposażać w basteję artyleryjską. W Dzierżoniowie i Lubaniu obronę przejmuje miasto. A w Gorzanowie i Międzylesiu fosa zostaje wykopana po to, żeby przez most nad nią przejść z odpowiednim wrażeniem — nie po to, żeby kogokolwiek zatrzymać.

Odkryj Ukryte Klejnoty II. Baner informacyjny projektu Interreg