Rzędy piaskowcowych macew starego kirkutu w Kamiennej Górze, w dole cmentarz komunalny

Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze — miejsce, którego nie wolno było ruszyć

Ścieżka wzdłuż muru cmentarza komunalnego w Kamiennej Górze wznosi się kilkadziesiąt metrów pod górę i kończy przy zwykłej drewnianej furtce. Za nią, na działce mniejszej niż boisko do siatkówki, stoi kilkadziesiąt piaskowcowych macew — w równych rzędach, frontem na wschód. Najstarsza z nich jest starsza od samego cmentarza. To wszystko, co zostało po gminie żydowskiej, która w najlepszych latach liczyła stu siedemdziesięciu siedmiu ludzi. I jeden z najlepiej zachowanych kirkutów w Sudetach.

Warto od razu powiedzieć, czego w Kamiennej Górze nie ma. Nie ma synagogi — spłonęła w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku. Nie ma nowego cmentarza żydowskiego przy ulicy Księcia Bolka — zlikwidowano go na początku lat siedemdziesiątych. Nie ma cmentarza wojskowego z 1866 roku na Górze Parkowej. Została ta jedna, najmniejsza, najbiedniejsza działka przy ulicy Katowickiej.

To nie przypadek i nie szczęście. W tym artykule z cyklu Ukryte Klejnoty Dolnego Śląska chodzi właśnie o powód: o zasadę, która nie zna słowa „likwidacja”, i o kilkoro ludzi, którzy tę zasadę wzięli na poważnie sto pięćdziesiąt lat po ostatnim pogrzebie.

Za drewnianą furtką, nad cmentarzem komunalnym

Rzędy piaskowcowych macew starego kirkutu w Kamiennej Górze, w dole cmentarz komunalny
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Kirkut leży przy ulicy Katowickiej 30, na wzniesieniu, tuż za północno-wschodnią granicą cmentarza komunalnego. Kiedyś była to Waldenburger Straße, droga na Wałbrzych, a niemieckie źródła precyzują, że cmentarz założono „przy drodze do dawnej rzeźni” — czyli tam, gdzie w pruskim mieście XIX wieku zwykle wyznaczano miejsce dla żydowskich pochówków: na peryferiach, poza zabudową.

Cała działka ma około 450 metrów kwadratowych. Prostokąt. Ogrodzenie jest zlepkiem czterech różnych rzeczy: wysokiego kamiennego muru, siatki na betonowych słupkach od strony cmentarza komunalnego, płotu ze zwykłych drewnianych sztachet z furtką oraz ściany budynku gospodarczego. Nic tu nie jest reprezentacyjne.

Macewy stoją w rzędach, zwrócone frontem na wschód, ku Jerozolimie. Niektóre sięgają wzrostu dorosłego człowieka. Materiał to piaskowiec — kamień miękki i wdzięczny dla dłuta, ale erozja bierze go szybciej niż granit, więc część inskrypcji jest już tylko cieniem liter. Na kilku macewach przetrwały fragmenty złoceń.

Ile ich dokładnie jest, nie wiadomo, i warto to powiedzieć wprost, bo źródła podają trzy różne liczby. „Karta cmentarza” z 1987 roku notuje 23 nagrobki. Spis Krzysztofa Bielawskiego z 2019 roku wylicza 45 pozycji z możliwymi do odczytania danymi. Panel Wirtualnego Sztetla mówi o stu. Rozbieżność ma proste wyjaśnienie: pierwsza liczba pochodzi sprzed rekonstrukcji, gdy część kamieni leżała złożona pod murem, ostatnia obejmuje zapewne także fragmenty. Bezpiecznie jest napisać: kilkadziesiąt.

Ze wschodniego muru patrzy na odwiedzającego coś, co łatwo przeoczyć — mozaika wmurowanych fragmentów potłuczonych macew. Połamanych kamieni nie wyrzucono. Wbudowano je w ogrodzenie.

Widok stąd jest zresztą osobną historią. Kirkut leży wyżej, więc znad rzędów szarego piaskowca widać w dole współczesny cmentarz komunalny: kolorowy, pełen kwiatów i zniczy, odwiedzany. Dwa światy, mur między nimi i sto pięćdziesiąt lat różnicy.

Jedno zdanie, które trzeba postawić na początku, bo czytelnik będzie się spodziewać czegoś innego: wstęp jest wolny, całodobowy i nikt tu nie pilnuje klucza. Szczegóły w ostatniej sekcji.

Osiemnaście rodzin, które zbudowały sobie synagogę

Grupa macew z piaskowca w niskim jesiennym słońcu na kirkucie w Kamiennej Górze
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Żydzi mieszkali w Landeshut już w XIV wieku — istniała wtedy gmina i synagoga. W połowie XV wieku wygnano ich stąd, tak jak z całego Śląska; portal zydowskidolnyslask.pl datuje to na 1453 rok i wiąże z kazaniami franciszkanina Jana Kapistrana, po których we Wrocławiu doszło do procesu, stosu i banicji. Potem przez blisko 360 lat Żydów w mieście nie było.

Wrócili dzięki jednemu dokumentowi. Pruski edykt emancypacyjny z 11 marca 1812 roku dał Żydom obywatelstwo i prawo osiedlania się — a przy okazji nałożył obowiązek przyjęcia stałych nazwisk. Wspólnota religijna powstała w 1821, rok później gmina założyła własny cmentarz. Dalej poszło szybko: sala modlitwy w 1826, samodzielność prawna gminy w 1864 (obejmowała cały powiat i Bolków), dom gminny w 1866, szczyt liczebności — 177 osób — w 1884 roku.

Byli to przede wszystkim kupcy, przemysłowcy lniarscy i, co uderza przy przeglądaniu spisów, gorzelnicy. Frankensteinowie prowadzili fabrykę lnu. Rosenstein & Prerauer — fabrykę obuwia, jeden z największych zakładów w mieście. Hirsch Rosenstein od 1840 roku wytwórnię likierów, Simon Salisch destylarnię przy Wilhelmstraße, Josef Caskel Bucky sklep futrzarski.

I rzecz, która robi największe wrażenie. Gdy 12 maja 1858 roku poświęcano nową synagogę — neoromańską, z elementami mauretańskimi, w obecności przedstawicieli władz państwowych i miejskich — gmina liczyła nie więcej niż osiemnaście rodzin. Zbudowała ją wyłącznie z własnych pieniędzy. Fundusz na budowę zapoczątkował kupiec Caskel Frankenstein, który spoczywa na tym cmentarzu i nie dożył otwarcia świątyni o jedenaście lat.

Osiemdziesiąt lat później synagoga spłonęła w jedną noc. Kamienna Góra ma zresztą w swojej historii kilka takich warstw wyznaniowych — o luterańskiej opowiada Kościół Łaski, jedna z dwóch zachowanych świątyń tego typu na Śląsku.

Nazwiska wykute w piaskowcu

Głowica z rzeźbioną maską lwa nad niemiecką inskrypcją kupca na macewie w Kamiennej Górze
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Na jednej z macew, nad niemiecką inskrypcją pisaną frakturą — „Hier ruht in Gott der Kaufmann Gustav…”, „Tu spoczywa w Bogu kupiec Gustaw” — kamieniarz wykuł głowicę kolumienki z maską lwa ujętą ślimacznicami. Lew na macewie oznacza potomka pokolenia Judy, bywa też rebusem imiennym: Arje, Lejb, Löwe. To jeden z kilku symboli czytelnych na tym cmentarzu. Dłonie złożone w geście błogosławieństwa wskazują kohena, potomka rodu kapłańskiego. Dzban — lewitę, który obmywał kapłanom ręce. Świecznik — grób kobiety, bo to kobieta zapala świece szabatowe.

Kim byli ludzie pod tymi kamieniami? Joseph Naumann (1789–1870), kupiec, spedytor i właściciel kantoru wymiany, kawaler Orderu Korony IV klasy — założyciel gminy żydowskiej w Kamiennej Górze. Jego pogrzeb w styczniu 1870 roku opisała gazeta „Der Bote aus dem Riesengebirge”. Macewa stoi do dziś, obok nagrobka żony, Rosel z domu Oppenheimer.

Frankensteinowie — fabrykanci lnu. Ich nazwisko to niemiecka nazwa Ząbkowic Śląskich, Frankenstein in Schlesien: po edykcie z 1812 roku Żydzi masowo przyjmowali jako nazwiska nazwy miejscowości, z których przyszli. U Caskla Frankensteina zaczynał pracę dwudziestoletni Falk Valentin Grünfeld — przyszły największy przemysłowiec miasta. Wrócimy do niego.

Buttermilchowie, wskazani w materiałach Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, to w połowie XIX wieku czterej kupcy tego nazwiska. Prerauerowie przyszli z daleka: Bernhard urodził się w Białej Prudnickiej, jego pierwsza żona Rosalie w Głubczycach. Zdjęcia ich nagrobków przekazał niemieckiej dokumentalistce rabin Ralph Ruebner ze Skokie w stanie Illinois — potomek rodziny. Pamięć o tym miejscu krąży dziś między Kamienną Górą, Erfurtem, Wrocławiem i przedmieściami Chicago.

Jest tu też ślad, którego nie spodziewa się nikt: sygnatury warsztatów kamieniarskich. Na macewach zachowały się nazwy zakładów J. Hausmanna z Jawora i Seegalla z Wrocławia. Mała gmina zamawiała nagrobki u renomowanych rzemieślników regionu, nie u miejscowego kamieniarza od zleceń okazjonalnych.

Hebrajskie inskrypcje na macewach kirkutu w Kamiennej Górze, u podstawy czerwony znicz
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Inskrypcje są w większości hebrajskie; niemieckich jest zaledwie kilka. Otwiera je formuła פ״נ (po nikbar — „tu pochowany”), zamyka תנצב״ה: „niech jego dusza będzie związana w węzeł życia”. Hebrajskie teksty z tego cmentarza odczytał i przetranskrybował Günter Schmidt-Bollmann, a opublikowała je w swojej dokumentacji Hella Tegeler. Dzięki temu wiadomo, co napisano na nagrobku Friedricke, z hebrajska Rebeki, Schneider (1819–1849):

Korona i ozdoba swego męża. Pani Rebeka, córka Samuela Wallheima, żona Aszera Schneidera. Pochowana w drugim dniu tygodnia, 16 tewet 5610.

To cytat z Księgi Przysłów: „Dzielna żona jest koroną swego męża”. Ktoś ją tak zapamiętał i kazał to wykuć w kamieniu.

Największa część pochówków na tym cmentarzu to jednak dzieci. Czworo dzieci Berlinerów, w tym martwo urodzony Hermann. Czworo dzieci Cohnów — Emeline zmarła w roku urodzenia, Jenni w wieku piętnastu miesięcy, Eckard w Boże Narodzenie 1843 roku. Obie córeczki Isidora Rinkla; Friederike zmarła w dniu narodzin, 28 maja 1842. Na macewie Frommel Salisch (1848–1863), która nie dożyła szesnastych urodzin, inskrypcję zdobią po trzy liście bluszczu z każdej strony, a wyżej zostały cztery metalowe kołki po wieńcu, którego już nie ma.

Jest wreszcie grób dwuletniego Abrahama, syna Menachema Lessera z Landsbergu nad Wartą — dzisiejszego Gorzowa Wielkopolskiego. Rodzina była prawdopodobnie z wizytą u dziadków. I grób Judy Jacoba Dublina z Rawicza (1800–1833), handlarza skór, który zapewne tylko przejeżdżał przez Landeshut. Gmina pochowała obcego u siebie, bo tak nakazuje prawo.

Josef Haas i wojna, która trwała siedem tygodni

Wysokie stele nagrobne przy kamiennym murze starego cmentarza żydowskiego w Kamiennej Górze
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

27 czerwca 1866 roku pod Trutnovem, szesnaście kilometrów za granicą, doszło do pierwszego starcia czeskiej kampanii wojny prusko-austriackiej. Pruski I Korpus generała Adolfa von Bonina uderzył na austriacki X Korpus generała Ludwiga von Gablenza. Austriacy wygrali — było to ich jedyne zwycięstwo w całej tej wojnie i zarazem zwycięstwo pyrrusowe: stracili około pięciu tysięcy ludzi wobec niespełna półtora tysiąca po stronie pruskiej, a i tak musieli wkrótce opuścić miasto. Rannych z obu armii zwożono do lazaretów po śląskiej stronie granicy. Także do Kamiennej Góry.

Jeden z nich, Josef Haas, był Żydem. Rany odniesione pod Trutnovem okazały się na tyle ciężkie, że zmarł w kamiennogórskim lazarecie. Miejscowa gmina pochowała go na swoim cmentarzu i wzniosła mu pomnik — według Wirtualnego Sztetla stał prawdopodobnie pod murem cmentarnym. Obie relacje o tej historii wywodzą się z jednego artykułu w gazecie „Das Abendland” z 5 września 1867 roku.

I tu pojawia się rozbieżność, której nie da się dziś rozstrzygnąć. Wirtualny Sztetl pisze o żołnierzu armii pruskiej. Niemiecka dokumentacja Helli Tegeler nazywa go wprost österreichische jüdische Soldat — żołnierzem austriackim. Oba źródła powołują się na tę samą gazetę. Bez dotarcia do oryginału pozostaje uczciwe przyznanie: nie wiemy.

Sens jest zresztą taki sam w obu wersjach. Jeśli Haas był Austriakiem, kamiennogórska gmina pochowała i upamiętniła nieprzyjacielskiego żołnierza, bo był Żydem. Jeśli Prusakiem — pochowała swojego, którego armia nie miała gdzie złożyć, bo cmentarze garnizonowe były chrześcijańskie.

Jego chrześcijańscy towarzysze z tego samego lazaretu spoczęli na cmentarzu wojskowym na północnym stoku Góry Parkowej. Tamtego cmentarza nie ma. Został tylko kamienny obelisk ufundowany w 1866 roku przez powiat kamiennogórski — stoi dziś na pustym miejscu, z zachowaną częścią inskrypcji i tabliczką informacyjną obok.

To samo zdarzyło się sto kilometrów dalej. W Świdnicy nad grobami sześćdziesięciu jeden żołnierzy zmarłych w tamtejszych lazaretach postawiono obelisk, który przetrwał cały cmentarz. Ta sama wojna, dwa miasta, dwa lazarety, dwa pomniki nad nieistniejącymi już nekropoliami. A jedyny grób z tamtej wojny, który w Kamiennej Górze pozostał grobem, należy do Żyda.

Dlaczego ten cmentarz wciąż stoi

Przechylona macewa w rzędzie nagrobków wzdłuż muru kirkutu w Kamiennej Górze
Stary cmentarz żydowski w Kamiennej Górze, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Odpowiedź zaczyna się od zasady, która w judaizmie nie podlega negocjacji: grób i cały cmentarz są nienaruszalne tak długo, jak wiadomo, gdzie się znajdują. Nie ma opłaty za przedłużenie miejsca. Nie ma likwidacji po latach. Nie ma ponownego pochówku w tym samym grobie. Kirkut nie jest dzierżawą, tylko stanem trwałym — po hebrajsku bejt olam, dom wieczności.

Dowodem, jak poważnie brano tę zasadę, jest najstarszy nagrobek na cmentarzu. Pochodzi z 1817 roku — pięć lat przed założeniem kirkutu. Małżonkowie Jacob i Feigel Kalmannowie zmarli, gdy gmina nie miała jeszcze własnego miejsca pochówku, więc złożono ich na cmentarzu katolickim. Po 1822 roku ekshumowano ich i przeniesiono tutaj. Judaizm zakazuje naruszania grobu, ale przeniesienie do grobu żydowskiego jest jednym z nielicznych dopuszczalnych wyjątków.

Zasada nie broniła się jednak sama. Przez sto lat cmentarz przechodził przez kolejne zagrożenia:

  • 9/10 listopada 1938 — bojówkarze NSDAP podpalają synagogę i demolują cztery żydowskie sklepy. Gotowa do akcji straż pożarna nie interweniuje. Wypalony budynek później rozebrano; dom gminny przy dzisiejszej alei Wojska Polskiego przetrwał, mocno przebudowany.
  • Lata 40. — majątek gminy przejmuje Zrzeszenie Żydów w Niemczech, w 1942 roku zmuszone przez policję i SD do wyprzedaży nieruchomości, w tym cmentarzy.
  • 1962–1972 — Prezydium Miejskiej Rady Narodowej planuje przeznaczyć teren kirkutu pod bazy Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. Plan nie zostaje zrealizowany.
  • Lata 80. — cmentarz zamienia się w dzikie wysypisko. Zygmunt Sarnecki, prezes Kamiennogórskiego Towarzystwa Regionalnego, składa przewrócone macewy, zabezpiecza je i sporządza inwentaryzację.
  • 4 września 1989 — wpis do rejestru zabytków pod numerem 980/J.
  • Sierpień 2003 — grupa 25 młodych ludzi i 10 dorosłych porządkuje cmentarz.

O tym ostatnim punkcie warto powiedzieć więcej, bo to sedno całej historii. Akcję zorganizowano w ramach programu „Antyschematy” Jerzego Fornalika, w porozumieniu z Gminą Wyznaniową Żydowską we Wrocławiu, którą reprezentowała Tamara Włodarczyk. Wywieziono dwie tony dachówek, które sąsiad zrzucił na cmentarz przy remoncie dachu. Przycięto drzewa, zbudowano płot i furtkę, z połamanych fragmentów utworzono lapidarium w murze.

A macewy ustawiono z powrotem na właściwych miejscach — bo dwadzieścia lat wcześniej ktoś spisał, gdzie stały. Cmentarz w Kamiennej Górze przetrwał w dużej mierze dzięki kartce papieru sporządzonej przez działacza towarzystwa regionalnego.

W czerwcu 2004 roku młodzież odebrała w Krakowie Dyplom Uznania za zasługi dla ochrony dziedzictwa kultury żydowskiej w Polsce z rąk ambasadora Izraela Dawida Pelega. W 2008 roku przeprowadzono sanitarną wycinkę dziewięciu lip i jednego jesionu — prawdopodobnie tych samych lip, które gmina posadziła tu w 1835 roku. Odwiedzający dzielą się dziś na dwa obozy: jedni piszą, że dzięki temu miejsce jest jasne i pełne światła, Róża Klijanowicz z Kamiennogórskiego Towarzystwa Regionalnego uważa, że wycinka zniszczyła nastrój. Obie racje są słuszne.

Drugi cmentarz, którego nie ma

Historia opowiedziana do końca wymaga wyjścia poza furtkę przy Katowickiej. W 1880 roku gmina kupiła teren pod nowy cmentarz, bo stary był pełny. Otwarto go uroczyście 16 sierpnia 1881 u stóp południowego zbocza Góry Zamkowej, przy dzisiejszej ulicy Księcia Bolka I. Miał 0,33 hektara — siedem razy więcej niż stary. Miał mur, drzewa i dom przedpogrzebowy, którego wystrój sfinansował w 1895 roku Falk Valentin Grünfeld: ten sam człowiek, który zaczynał u Frankensteina, a skończył jako właściciel jednej z największych firm lniarskich w Niemczech i dostawca dworu królewskiego oraz cesarskiego.

W czasie wojny chowano tam jeńców radzieckich, Żydów internowanych w obozie przejściowym w Krzeszowie i więźniów kamiennogórskiej filii KL Gross-Rosen. W marcu 1944 roku cmentarz sprzedano gminie Kamienna Góra za 433 marki — dziesięć fenigów za metr kwadratowy.

W kwietniu 1946 roku przeprowadzono częściową ekshumację. Pod północnym i zachodnim murem odkryto mogiły zbiorowe. „Pionier. Dziennik Dolno-Śląski” pisał 15 maja 1946 roku o ponad dwustu zwłokach w pasiakach: Polaków, Belgów, Francuzów i Rosjan. Szacuje się, że pochowano tam w czasie wojny około 950 osób, w tym blisko 500 Polaków i 255 obywateli radzieckich. Ekshumowano wyłącznie szczątki żołnierzy radzieckich. Reszta spoczywa tam do dziś.

Ostatni pogrzeb odbył się na początku lat 50. Na początku lat 70. cmentarz zlikwidowano — w związku z budową ośrodka wypoczynkowego i zalewu po drugiej stronie ulicy. Dom przedpogrzebowy rozebrano, nagrobki wywieziono w nieznanym kierunku. Dziś jest tam miejski skwer; historyczne granice zdradza tylko wyniesienie terenu i charakterystyczny układ drzew. W 2015 roku usypano symboliczną mogiłę.

Macew nie ma — zostały drzewa, a ludzie myślą, że to park.
Róża Klijanowicz

Zestawienie obu miejsc mówi wszystko. Grünfeld, najbogatszy Żyd w mieście, dostawca dwóch dworów, człowiek, który sfinansował dom przedpogrzebowy — nie ma grobu. Kupiec Gustaw z lwem na głowicy i piętnastoletnia Frommel z bluszczem na macewie — mają. Różnicy nie zrobiły pieniądze ani zasługi, tylko to, że jednego cmentarza nikt nie zdążył zabudować.

Jak tu być: dojazd, dostęp i zwyczaje kirkutu

Kamienna Góra leży przy drodze krajowej nr 5, około 105 km od Wrocławia, 35 km od Jeleniej Góry, 25 km od Wałbrzycha i tyleż samo od czeskiego Trutnova. Na miejscu należy kierować się ulicą Katowicką w stronę Wałbrzycha, do cmentarza komunalnego — tam jest parking. Dalej idzie się pieszo, ścieżką wzdłuż muru cmentarza, w górę zbocza; kilka minut marszu po trawiastym, pochyłym terenie. Nie jest to dojście przystosowane dla wózków. Współrzędne furtki: 50.78580, 16.03980. Dworzec kolejowy w Kamiennej Górze dzielą od cmentarza około dwa kilometry, ale rozkład na tej linii bywał zawieszany — warto sprawdzić przed wyjazdem.

Rzecz nietypowa dla polskich kirkutów, które zwykle otwiera się dopiero po znalezieniu klucza: ten cmentarz jest ogrodzony, ale otwarty. Wchodzi się przez furtkę w drewnianym płocie, o dowolnej porze, bez biletu, dozorcy i godzin otwarcia. Gdyby jednak furtka okazała się zamknięta, informacji udzieli Centrum Informacji Turystycznej mieszczące się w Muzeum Tkactwa przy placu Wolności 11 (tel. 75 744 22 75). Najlepsza pora to późna jesień, zima i przedwiośnie — bez liści widać układ rzędów, formy zwieńczeń i inskrypcje.

Odwiedziny na cmentarzu żydowskim rządzą się własnymi zasadami i warto je znać z góry:

  • Mężczyźni zakrywają głowę. Wystarczy zwykła czapka, kipa nie jest konieczna dla osób spoza wspólnoty.
  • Zamiast kwiatów i zniczy kładzie się na macewie kamyk. Kamyk mówi: byłem tu, pamiętam.
  • Nie wchodzi się na macewy ani między nie, nie stoi się na grobach. W tradycji żydowskiej to poważne naruszenie powagi miejsca.
  • Nie je się i nie pije na terenie cmentarza. Nie robi się też zdjęć „na tle” nagrobków.
  • Kohanim, potomkowie rodu kapłańskiego, w ogóle nie wchodzą na cmentarz — obowiązują ich przepisy czystości rytualnej. Dlatego ich groby tradycyjnie sytuowano blisko bramy, żeby rodzina mogła je odwiedzić, nie wchodząc w głąb.

Na jednym ze zdjęć z tego cmentarza u podstawy macewy stoi czerwony znicz. Judaizm zna kamyk, nie znicz — ale ten znicz postawił ktoś, kto tu przyszedł i chciał zrobić coś dobrego, po swojemu. To nie jest powód do pouczania. To dowód, że miejsce nie zostało zapomniane.

W okolicy warto zaplanować więcej niż jeden przystanek. Sześć kilometrów dalej leży Krzeszów z opactwem cystersów, najwybitniejszym zespołem barokowym Dolnego Śląska — i z ciemniejszą warstwą historii, bo to właśnie w Krzeszowie Niemcy urządzili obóz przejściowy, z którego deportowano śląskich Żydów, także z Kamiennej Góry. W samym mieście są jeszcze ruiny renesansowego dworu Grodztwo, kaplica Bożego Ciała z 1560 roku przy tej samej ulicy Katowickiej, neorenesansowy ratusz z wieżą widokową i Muzeum Tkactwa. Za granicą, dwadzieścia pięć kilometrów stąd, Trutnov utrzymuje ścieżkę edukacyjną „Dzień bitwy pod Trutnovem 27 czerwca 1866″ z tablicami po czesku, niemiecku i polsku.

Zostaje jedno pytanie, na które nie znaleźliśmy odpowiedzi w żadnym źródle. Czy pomnik Josefa Haasa nadal stoi pod murem? Wirtualny Sztetl pisze o nim w czasie przeszłym i nie przesądza. Jeśli ktoś, kto tam pojedzie, znajdzie go między macewami — będzie to znaczyło, że z całej tamtej wojny, z trzech pomników i dwóch cmentarzy, przetrwało dokładnie to jedno miejsce, którego nie wolno było ruszyć.

Odkryj Ukryte Klejnoty II. Baner informacyjny projektu Interreg