Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju — tu miał zatrzymać się lodowiec – zdjęcie tytułowe

Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju — tu miał zatrzymać się lodowiec

W Parku Leśnym w Polanicy-Zdroju, kilkanaście kroków za drewnianym mostkiem na końcu ulicy Bolesława Chrobrego, stoi na kamiennym kopcu betonowy niedźwiedź polarny. Kroczy z opuszczonym łbem, wielkości mniej więcej naturalnej, mocno zwietrzały, pokryty zielonoszarą patyną. Turyści robią mu zdjęcia jak maskotce uzdrowiska, dzieci wdrapują się na kopiec. Tymczasem to jeden z niewielu pomników w Polsce postawionych po to, żeby zaznaczyć w terenie wynik badań naukowych. Ustawiono go w 1910 roku, gdy uznano, że właśnie tutaj — nie dalej — zatrzymał się lądolód skandynawski. Sto piętnaście lat później warto sprawdzić, ile z tamtego ustalenia zostało.

Odpowiedź jest ciekawsza niż proste „potwierdziło się” albo „obalono”. Lodowiec rzeczywiście wszedł w Kotlinę Kłodzką i zostawił tu swoje ślady — to nie legenda uzdrowiskowa, tylko fakt potwierdzony przez współczesne mapy geologiczne. Ale wszystko, co dotyczy precyzji tamtego wskazania, nauka przez stulecie zdążyła poprawić: zmieniło się datowanie, zmieniła nazwa zlodowacenia, a przede wszystkim zmieniło się rozumienie samej granicy, która okazała się nie linią, lecz szeroką strefą.

Niedźwiedź stoi. I właśnie dlatego jest obiektem osobliwym: przestał być tablicą informacyjną, a stał się czymś rzadszym — zabytkiem myślenia. Materialnym śladem tego, co ludzie sądzili, że wiedzą, w konkretnym roku.

Betonowy niedźwiedź za mostkiem

Betonowa rzeźba niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju w zbliżeniu, zwietrzała powierzchnia i opuszczony łeb
Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Rzeźba jest betonowa — to potwierdzają zgodnie wszystkie źródła. Przedstawia niedźwiedzia polarnego w pozie kroczącej, na czterech łapach, z charakterystycznie wyciągniętą do przodu i lekko opuszczoną głową. To ujęcie naturalistyczne, nie heraldyczne i nie stylizowane na maskotkę: zwierzę zostało wyrzeźbione tak, jak wygląda w ruchu.

Stoi na kopcu z kamiennych bloków, który podnosi go na wysokość kilku metrów i sprawia, że patrzy się na niego z dołu. I tutaj warto rozwiać jedno przypuszczenie, które nasuwa się samo. Skoro to pomnik granicy lodowca, kopiec powinien być zbudowany z eratyków — głazów narzutowych, które lądolód przyniósł ze Skandynawii. Byłoby to piękne domknięcie symboliki.

Tak jednak nie jest. Bloki tworzące kopiec są kanciaste, łamane, warstwowane — widać w nich płytowe ławice piaskowca. To nie są obtoczone przez lód narzutniaki, tylko miejscowy kamień sudecki: piaskowce ciosowe z okolic Gór Stołowych i skały wylewne niecki śródsudeckiej. Innymi słowy — pomnik oznaczający granicę zasięgu lodowca zbudowano z kamienia, do którego lodowiec nigdy nie dotarł. Miejscowa skała pod stopami przybysza z północy.

O samej rzeźbie wiadomo zaskakująco mało. Nie znamy jej autora. Nie znamy fundatora. Nie znamy nazwisk glacjologów, na których ustaleniach oparto lokalizację. Żadne z kilkudziesięciu przejrzanych źródeł ich nie podaje. To pomnik naukowy, którego nikt nie podpisał.

Rok 1910: Bad Altheide na szczycie

Pomnik niedźwiedzia polarnego w Parku Leśnym w Polanicy-Zdroju wśród sosen, obok alejka spacerowa
Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Data postawienia pomnika nie jest przypadkowa. Polanica — wówczas Bad Altheide — przeżywała właśnie swój najlepszy okres. W 1904 roku uzdrowisko kupiła spółka, na której czele stał wrocławski piwowar Georg Haase, i ruszyły inwestycje, jakich to miejsce wcześniej nie widziało.

W latach 1905–1906 stanął Dom Zdrojowy, jeden z najnowocześniejszych na Śląsku. W 1906 — sanatorium Wielka Pieniawa ze stu trzydziestoma pokojami, nowa kolumnada z pijalnią i Park Zdrojowy. W 1909 — sanatorium kardiologiczne, profil, który do dziś definiuje miasto. W tym samym 1910 roku, w którym pojawił się niedźwiedź, wzniesiono neobarokowy kościół Wniebowzięcia NMP i sanatorium dziecięce.

Liczby oddają skalę zmiany: w 1900 roku Bad Altheide przyjęło 1313 kuracjuszy, w 1913 — 9024. Siedmiokrotny wzrost w trzynaście lat.

W takim kontekście postawienie pomnika naukowego ma sens podwójny. Z jednej strony prestiż: uzdrowisko, które chce konkurować z Dusznikami i Kudową, potrzebuje wyróżnika poważniejszego niż kolejna altana. Z drugiej — marketing: „miejsce, do którego dotarł lodowiec” to opowieść, którą kuracjusz zapamięta i powtórzy.

Tuż obok niedźwiedzia stoi zresztą drugi pomnik z tamtych lat, dziś praktycznie nierozpoznawalny. To marmurowy blok ustawiony w 1911 roku przez wrocławską grupę Glatzer Gebirgs-Verein — kłodzkiego towarzystwa górskiego — ku pamięci jego wieloletniego przewodniczącego, dyrektora Adalberta Koehly’ego. Po 1945 roku tablicę zerwano i pamięć o kamieniu zaginęła; jego historię odtworzono dopiero około 2007 roku na podstawie kartki kalendarza z 1916. Dziś ten sam głaz upamiętnia polskich przewodników sudeckich. Jeden kamień, dwie pamięci.

To właśnie owo towarzystwo górskie urządzało w latach 1910–1911 cały Park Leśny. Jest więc najsilniejszym kandydatem na fundatora niedźwiedzia — ale to poszlaka, nie dowód.

Człowiek, który przesuwał granicę lodowca

Skoro nie znamy nazwisk „glacjologów z 1910 roku”, warto sprawdzić, kto w tamtym czasie faktycznie zajmował się tą granicą. Odpowiedź jest jednoznaczna.

Ernst Dathe (1845–1917) był od 1880 do 1911 roku geologiem krajowym Pruskiego Instytutu Geologicznego. Kartował Śląsk, w tym hrabstwo kłodzkie, a jego specjalnością — wprost tak zapisaną w biogramie — była południowa granica nasunięcia lodowców epoki lodowej na Śląsku.

Opublikował w tej sprawie dwie kluczowe prace: w 1894 roku o nordyckim dyluwium w hrabstwie kłodzkim i w 1900 roku o wtargnięciu lądolodu na ten teren. Ustalił w nich, że lód wchodził w kotliny sudeckie do wysokości 400–500 metrów n.p.m., a pojedyncze eratyki znajdowano jeszcze na 560 metrach. Co ważniejsze — na odcinku między Srebrną Górą a Złotym Stokiem musiał przesunąć dotychczasową granicę o co najmniej piętnaście kilometrów na zachód, bo prawdziwe skandynawskie dyluwium znalazł, jak pisał, „nawet w środku Kotliny Kłodzkiej”.

Innymi słowy: przez kilkanaście lat na przełomie wieków granica lodowca na mapach przesuwała się coraz głębiej w Sudety. Dathe przeszedł na emeryturę w 1911 roku — rok po tym, jak w Polanicy stanął niedźwiedź.

Uczciwość każe dodać: nie da się przypisać Dathemu tego pomnika. Nie ma na to żadnego źródła. Można natomiast powiedzieć, że granicę, którą niedźwiedź upamiętnia, w tamtych latach wyznaczał właśnie on.

Warto też wiedzieć, że cała współczesna wiedza o „glacjologach z 1910 roku” — zarówno polska, jak i niemiecka — sprowadza się w istocie do jednej książki wydanej w 2007 roku. Nie znalazłem żadnego źródła sprzed 1945 roku, które opisywałoby geologiczną genezę pomnika. Co więcej, niemiecki przewodnik po hrabstwie kłodzkim z 1920 roku, opisując spacery po Parku Leśnym, o niedźwiedziu nie wspomina ani słowem.

Czy lodowiec naprawdę się tu zatrzymał?

Kopiec z kanciastych bloków miejscowego piaskowca z rzeźbą niedźwiedzia na szczycie, obok turystka dla skali
Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Tu zaczyna się najciekawsza część. Sprawdźmy punkt po punkcie.

Co się potwierdza. Lądolód skandynawski rzeczywiście wszedł w Kotlinę Kłodzką — i to nie jest kwestia sporna. Państwowy Instytut Geologiczny w objaśnieniach do mapy geośrodowiskowej arkusza Kłodzko stwierdza wprost, że występują tam gliny zwałowe zlodowaceń południowopolskich i środkowopolskich, a „w wielu miejscach można napotkać pojedyncze głazy narzutowe przywleczone z północy przez lądolód”, w tym otoczaki skał skandynawskich.

Zgadza się też sama metoda. Maksymalny zasięg zlodowaceń wyznacza się do dziś tak samo jak sto lat temu — po południowej granicy występowania skandynawskich eratyków. Zgadza się wreszcie rząd wielkości: Dathe mówił o lodzie do 400–500 metrów n.p.m., a pomnik stoi na wysokości około 400 metrów.

Jest nawet elegancki argument z map. Arkusz obejmujący Polanicę i tereny na wschód wymienia gliny zwałowe i eratyki. Arkusze obejmujące tereny na zachód od Polanicy — Duszniki, Szczytną — w opisie osadów czwartorzędowych nie wymieniają żadnych utworów lodowcowych. Granica ich występowania biegnie więc mniej więcej w rejonie Polanicy. Intuicja z 1910 roku trafiła w rejon.

Co zostało skorygowane. I tu lista jest długa.

Po pierwsze, to nie było „ostatnie zlodowacenie”. Tak podaje część opracowań, ale to błąd: ostatnie zlodowacenie, zwane północnopolskim lub Wisły, nie dotarło nawet do Wrocławia, o Sudetach nie wspominając. Chodzi o zlodowacenia znacznie starsze.

Po drugie, maksymalny zasięg przypisuje się dziś zlodowaceniu Sanu 2, którego szczyt koreluje się z okresem sprzed mniej więcej 478–424 tysięcy lat. Popularne datowanie „730–430 tysięcy lat temu” dotyczy całego kompleksu zlodowaceń południowopolskich i jest zbyt szerokie.

Po trzecie — i to najważniejsze — to nie jest jedna linia i nie jedno zlodowacenie. W południowo-zachodniej Polsce granica maksymalnego zasięgu zlodowaceń południowopolskich jest miejscami przykryta przez późniejsze o około dwieście tysięcy lat zlodowacenie Odry. Obie linie, jak piszą geolodzy, „w wielu miejscach nakładają się na siebie”. Mamy więc do czynienia ze strefą graniczną, a nie z punktem.

Po czwarte wreszcie: żadna współczesna praca naukowa nie wskazuje Polanicy-Zdroju jako punktu maksymalnego zasięgu lądolodu. Nikt tego nie obalił — po prostu nikt dziś nie stawia takich tez z dokładnością do miejscowości.

Werdykt brzmi więc: co do kierunku — tak, co do precyzji — nie. I trudno o lepszą ilustrację tego, jak działa nauka. Nie jako zbiór prawd raz ustalonych, tylko jako proces, w którym granice się przesuwa, datowania koryguje, a linie zamienia w strefy.

„Der Eisbär im Badewäldchen” — pamięć, która przetrwała wysiedlenie

Rzeźba niedźwiedzia polarnego na kamiennym kopcu w Parku Leśnym w Polanicy-Zdroju, w tle drewniany mostek
Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Park Leśny nazywał się po niemiecku Badewäldchen — lasek zdrojowy. A niedźwiedź nazywał się po prostu der Eisbär.

Dawni mieszkańcy Bad Altheide, wysiedleni po 1945 roku, wydawali przez dekady własne pismo wspomnieniowe. Niedźwiedź wraca w nim zaskakująco często i zawsze w tym samym tonie: nie jako pomnik naukowy, lecz jako element dzieciństwa. Jeden z autorów wspomina, jak w drodze z kościoła jeździło się na nim okrakiem. Inny — że miał „żywą wyobraźnię i był przekonany, że niedźwiedź z Badewäldchen któregoś dnia go napadnie”, i dopiero gdy ostrożnie przesunął dłonią po jego grzbiecie i poczuł chłodną gładkość kamienia, nabierał pewności, że zwierzę nie żyje. Ktoś inny zapamiętał zbieranie jagód „w lasku, przy niedźwiedziu”.

W tekście z 2008 roku pojawia się zdanie, które podsumowuje jego status: to „najbardziej znany pomnik i niemal symbol” miasta, stojący „do dziś prawie nienaruszony na starym miejscu”.

I rzeczywiście — niedźwiedź nigdy nie był przenoszony. Pocztówki z lat dwudziestych, trzydziestych, czterdziestych, potem powojenne fotografie z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, dziewięćdziesiątych pokazują tę samą rzeźbę na tym samym kopcu. Przetrwał zmianę granic, zmianę mieszkańców i zmianę języka, w którym się o nim mówi. Był symbolem Polanicy na długo przed tym, zanim ktokolwiek pomyślał o promocji miasta.

Legenda o Polarku i niedźwiadki, które wyszły na miasto

Do pomnika dorobiono z czasem legendę. Opowiada o gajowym, który w upalny dzień spotkał w lesie ogromnego białego niedźwiedzia i pokonał go w walce — a zwierzę odezwało się ludzkim głosem i w zamian za życie zaprowadziło go do źródła wyjątkowej wody. Woda gasiła pragnienie i odbierała zmęczenie, wieść się rozeszła, przy źródle powstała osada. Tak miało powstać uzdrowisko.

Ładna historia, ale kolejność jest odwrotna, niż sugeruje. Najpierw stanął pomnik naukowy, potem dopisano bajkę. Warto też odnotować, że mimo swojej pozycji symbolu niedźwiedzia nie ma w herbie Polanicy-Zdroju — są tam czeski lew i czerwone serce, nawiązujące do kardiologicznego profilu uzdrowiska. Symbol miasta funkcjonuje całkowicie poza heraldyką.

Od 2022 roku niedźwiedzie wyszły natomiast na miasto w sensie dosłownym. Po konkursie na projekt, który wygrała ówczesna studentka rzeźby wrocławskiej ASP, w Polanicy zaczęły pojawiać się niewielkie brązowe figurki — pierwsza, około trzydziestocentymetrowa, przedstawia misia pijącego wodę i stoi przed pijalnią. Kolejne przybierają role związane z miejscami, przy których stanęły: szachiści przy Parku Szachowym, artysta z mikrofonem przed Teatrem Zdrojowym, hutnik przy manufakturze szkła, kuracjusz w wannie przed sanatorium. Do dziś jest ich kilkanaście, a między nimi poprowadzono trasę oznaczoną śladami niedźwiedzich łap.

Porównanie z wrocławskimi krasnalami nasuwa się samo i jest w pełni świadome — miasto nie ukrywa inspiracji. Jeden szczegół jest jednak wart odnotowania. W październiku 2025 roku w Parku Leśnym, przy głazie przewodników sudeckich, stanął Niedźwiadek Przewodnik — kilkanaście metrów od betonowego pradziadka z 1910 roku. Jego autor prowadzi pracownię w Gorzanowie, miejscowości, której renesansowemu zamkowi poświęciliśmy osobny artykuł w tym cyklu.

Jak dojechać i co zobaczyć w okolicy

Drewniany mostek w Parku Leśnym w Polanicy-Zdroju prowadzący w stronę pomnika niedźwiedzia polarnego
Pomnik niedźwiedzia polarnego w Polanicy-Zdroju, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Dostęp: pomnik stoi w otwartym parku miejskim — bezpłatnie, całą dobę, bez biletów i godzin otwarcia. Przy rzeźbie ustawiono tablicę informacyjną, element parkowej ścieżki edukacji ekologicznej.

Dojście: od deptaka przez Park Zdrojowy, dalej ulicą Parkową obok Parku Szachowego, prosto do ulicy Bolesława Chrobrego, a na jej końcu w prawo przez drewniany mostek. Leśna dróżka doprowadzi do kopca i do stojącego obok głazu przewodników sudeckich. Spacer z deptaka zajmuje 10–15 minut, alejki są utwardzone; ostatnie metry pod kopiec prowadzą po nierównym gruncie. Miasto wyznaczyło też dłuższą pętlę „Szlakiem Niedźwiadka” o długości około 4,5 kilometra, łączącą pomnik z figurkami w centrum.

Dojazd: Polanica-Zdrój leży przy drodze krajowej nr 8 na trasie Kłodzko – Duszniki – Kudowa. Miasto ma własną stację kolejową na linii z Kłodzka do Kudowy-Zdroju; od stacji do Parku Zdrojowego idzie się około dziesięciu minut.

W okolicy:

  • Park Zdrojowy, pijalnia i Teatr Zdrojowy — w samym mieście, kilka minut od pomnika; przy teatrze stoi fontanna z niedźwiadkiem, na którym jedzie dziewczynka.
  • Duszniki-Zdrój (około 13 km) — Muzeum Papiernictwa w młynie z 1605 roku, uznane za Pomnik Historii.
  • Wambierzyce (10–15 km) — barokowe sanktuarium zwane Śląską Jerozolimą.
  • Kłodzko (15 km) — Twierdza Kłodzka i gotycki most św. Jana, o którym również pisaliśmy w cyklu.
  • Góry Stołowe (20–25 km) — Szczeliniec Wielki i Błędne Skały.
  • Bardo (około 30 km) — przełom Nysy Kłodzkiej, czyli dokładnie ta brama w górach, którą lądolód wcisnął się w Sudety. Geologicznie to najlepsze możliwe dopełnienie wizyty u niedźwiedzia.

Pomnik w Parku Leśnym nie jest wielki, nie jest wpisany do rejestru zabytków i nie ma nawet ustalonego autora. Ale niewiele jest w Polsce obiektów, które w tak prosty sposób pokazują, czym naprawdę jest wiedza: nie zbiorem faktów zamkniętych raz na zawsze, lecz czymś, co się przesuwa. W 1910 roku ktoś był przekonany, że wie, gdzie dokładnie zatrzymał się lód, i uznał to za na tyle ważne, by zamówić betonową rzeźbę i wnieść ją na kamienny kopiec. Dziś wiemy, że granica była szersza, starsza i bardziej skomplikowana. Niedźwiedź stoi tam, gdzie stał, i patrzy w tę samą stronę.

Odkryj Ukryte Klejnoty II. Baner informacyjny projektu Interreg