W jaworskim listopadowym chłodzie 2024 roku, gdzieś między hełmem wieży a chmurami, robotnicy ostrożnie zdejmowali miedzianą kulę z najstarszej świątyni miasta — kościoła św. Marcina. Tak dużej renowacji wieży nie przeprowadzano tu od mniej więcej 130 lat. Gdy kulę zniesiono na ziemię, okazało się, że nie jest pusta. W środku, ukryte przed światem przez pokolenia, czekały dwie tuby — drewniana i mosiężna. W mosiężnej znaleziono pięknie kaligrafowany dokument po łacinie. Datę nosił 11 listopada 1831 roku. To list, który prapraojcowie pokolenia naszych dziadków napisali do nas.
Tak zaczyna się Jaworska kapsuła czasu — fenomen, który w ciągu kilku miesięcy 2024 roku połączył w jednym mieście dwie zupełnie różne historie: wieżę kościelną z XV wieku i prowincjonalny dworzec kolejowy z początku XX wieku. W obu miejscach przeszłość wymknęła się czasowi i przemówiła do współczesnych. A nad całą tą opowieścią czuwa instytucja, która sama jest swoistą kapsułą — Muzeum Regionalne w Jaworze, mieszczące się w dawnym klasztorze bernardynów z końca XV wieku.
To właśnie dyrektor muzeum siedział w komisji otwierającej kapsuły kościelne, a kurator muzeum decydował o tym, jak zabezpieczyć stuletnie niemieckie gazety wmurowane w sufit przejścia podziemnego dworca. Bez muzeum nie byłoby narracji — byłyby tylko znaleziska.
Komisja otwiera miedzianą kulę. 4 listopada 2024
Wszystko działo się w kancelarii parafii pw. św. Marcina, w dolnej części wieży zdjętej z hełmu. Dokładna data: 4 listopada 2024 roku. Komisja zebrała się specjalnie do tego zadania — dziewiętnastoosobowy zespół, w którym znaleźli się m.in.: ks. proboszcz Łukasz Misiak, dr Arkadiusz Muła (dyrektor Muzeum Regionalnego w Jaworze), Natalia Zubrzycka z Archiwum Państwowego Oddział w Legnicy, Krzysztof Michałowski z Archiwum Państwowego we Wrocławiu, przedstawiciele Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, starostwa jaworskiego, wykonawcy prac konserwatorskich i Rady Parafialnej.
Najpierw rozkręcono miedzianą kulę. W środku — dwie tuby. Jedna drewniana, druga mosiężna. Każda przekazana ostrożnie konserwatorom. Każda otwierana z niemal medycznym namaszczeniem. Bo kiedy ostatni raz ktoś dotykał tych tub? Nikt na sali nie pamiętał. Ostatnia historyczna wzmianka dotyczyła końca XIX wieku.

Mosiężna tuba i list po łacinie z 1831 roku
W mosiężnej tubie spoczywał najstarszy z dokumentów. Pergamin pokrył się kropkami starości, ale tekst pozostawał czytelny. Pisany był po łacinie, kaligrafowany ręką, która już wtedy musiała być doświadczona w protokolarnych zapisach. Data: 11 listopada 1831 roku — dzień św. Marcina, patrona miasta i parafii.
Treść? Rzeczowy raport. Latem 1831 roku przez Jawor przeszło potężne gradobicie, które uszkodziło poszycie dachu kościoła i wybiło witraże. Dokument opisuje przebieg napraw, wymienia nazwiska ówczesnego burmistrza i proboszcza, datuje końcowe prace na 11 listopada. Wybór języka mówi sam za siebie: w pruskiej epoce, w mieście, gdzie na co dzień brzmiał niemiecki, kościelni urzędnicy sięgnęli po łacinę. To język wieczności, język Kościoła powszechnego — odpowiedni do rozmowy z nieznanym przyszłym czytelnikiem.
Dla porządku: prosta arytmetyka. Od 1831 do 2026 roku mija 195 lat. Mniej niż „prawie dwieście”, więcej niż „półtora wieku”. Dwa pokolenia od czasów Mickiewicza i Słowackiego, jedno pokolenie od powstania Stanów Zjednoczonych — Jawor był wtedy pruskim Jauer, a parafia trwała pod patronatem św. Marcina, nieprzerwanie od średniowiecza.
Drewniana tuba — kapsuła o kapsule
Drewniana tuba okazała się jeszcze ciekawsza, choć mniej spektakularna na pierwszy rzut oka. Zawierała dwa dokumenty z 1894 roku. Pierwszy: opis okoliczności umieszczenia kapsuły w wieży podczas ówczesnej renowacji. Drugi — i tu zaczyna się rzecz osobliwa — to spis treści wcześniejszej tuby. Ten z 1831 roku.
Innymi słowy: pokolenie z końca XIX wieku, otwierając kulę po sześciu dekadach, postanowiło zostawić opis tego, co znaleźli ich poprzednicy. Nie tylko dorzucili swoją wiadomość — udokumentowali wiadomość cudzą. Stworzyli kapsułę o kapsule.
To gest, który zapowiada postępowanie ich następców. W kuli leżały jeszcze: egzemplarz „Tygodnika Powszechnego” z 30 października 1949 roku, dokumenty z 1949 i 1977 roku — relacjonujące kolejne, mniejsze prace na wieży. Pięć generacji rozmawiało z nami przez te tuby. Każda dodawała wątek do tej samej rozmowy.
„Tygodnik Powszechny” z 1949 roku i dokumenty z 1977. Pięć warstw historii

Spróbuj zamknąć oczy i wyobrazić sobie te warstwy. Rok 1831 — Prusy, łacina, gradobicie, świeże ślady wojen napoleońskich. Rok 1894 — schyłek epoki bismarckowskiej, koleje rozplenione po całym Śląsku, w Jaworze działają już fabryki tekstylne. Rok 1949 — Polska Ludowa rok po wymianie ludności, „Tygodnik Powszechny” wydawany w Krakowie pod ciężką cenzurą, a jednak ktoś uznał, że egzemplarz pisma katolickiego godzi się włożyć do kościelnej kuli. Rok 1977 — schyłkowy Gierek, jakaś drobna naprawa, też udokumentowana.
W Polsce niewiele jest miejsc, w których pięć epok zostawiło materialny ślad rozmowy w jednym małym pojemniku. Ta wieża to taki właśnie wyjątek. Każda warstwa nie tylko opowiada o sobie — opowiada też o poprzednikach. To, co zaczęło się od prostego protokołu po gradobiciu, stało się z czasem rytuałem międzypokoleniowym.
Publicznie pokazano zawartość tub 10 listopada 2024 roku, w przeddzień święta św. Marcina. Symbolicznie — bo dokument z 1831 roku nosił przecież tę samą datę z dnia poprzedniego.
Drugi sekret Jawora — gazety z 1904 roku na suficie dworca
Gdy parafia mocowała się ze swoją kapsułą, drugi koniec miasta przygotował własną niespodziankę. Podczas remontu przejścia podziemnego prowadzącego do peronów dworca PKP Jawor robotnicy zauważyli, że sufit tunelu ma dziwną fakturę. Po zdrapaniu starej farby pokazały się fragmenty drukowanego tekstu w gotyckiej czcionce. Niemieckie gazety.
Datowanie: około 1904 roku — czas budowy lub gruntownej przebudowy dworca. Co tu robiły? Otóż ówcześni robotnicy nie zostawiali wiadomości dla potomnych. Po prostu używali starych egzemplarzy lokalnej prasy — „Jauersche Stadtblatt” i „Jauersche Tageblatt” — jako uszczelnienia powierzchni, na którą wylewano beton sufitu. Gdy zdjęto szalunki, papier pozostał. Nieintencjonalna kapsuła czasu — przypadkowa, ale dlatego jeszcze bardziej autentyczna.
Można na nich rozróżnić cenniki żywności sprzed 120 lat, ogłoszenia zakładu fryzjerskiego, odcinki popularnych powieści w odcinkach. Po konsultacji z konserwatorem zabytków — w której uczestniczył Mirosław Szkiłądź, kurator Muzeum Regionalnego w Jaworze — papier nie został zamalowany. Pokryto go przezroczystym lakierem konserwatorskim. Według lokalnych mediów jaworski dworzec jest dziś prawdopodobnie jedynym dworcem w Polsce, gdzie pasażer w drodze na peron mija prasę z początku XX wieku.
Muzeum Regionalne w Jaworze — klasztor, który sam jest kapsułą

Same kapsuły z wieży św. Marcina wróciły do swojej miedzianej kuli i znów spoczywają nad Jaworem — czekają na kolejnego renowatora gdzieś w XXII wieku. Gazety dworcowe można obejrzeć w przejściu PKP. Ale żeby zrozumieć, co te znaleziska znaczą dla miasta, trzeba zajść do Muzeum Regionalnego przy ul. Klasztornej 6.
Mieści się ono w dawnym klasztorze bernardynów z końca XV wieku — jednym z zaledwie dwóch zachowanych klasztorów bernardyńskich na całym Dolnym Śląsku (drugi to wrocławski klasztor, dziś Muzeum Architektury). Polichromie z XVI–XVII wieku zachowały się tam in situ, w krużgankach i w kościele klasztornym. Krzyżowo-żebrowe sklepienia, ceglane łuki, dziedziniec — przez 530 lat ten budynek widział reformację, wojnę trzydziestoletnią, sekularyzację józefińską, oba światowe konflikty, wymianę ludności po 1945 roku i powojenny remont generalny z lat 1978–1986. Sam w sobie jest opowieścią o trwaniu.

Muzeum istnieje formalnie od 1929 roku (założone jako Heimatmuseum Jauer), reaktywowane po wojnie w 1949 r., do klasztoru przeniesione w 1964 roku. Od 2015 roku dyrektorem jest dr Arkadiusz Muła. Zbiory liczą około 5 000 obiektów — od średniowiecznej rzeźby sakralnej, przez zabytki cechowe i broń od średniowiecza po XIX wiek, po etnografię dolnośląską, minerały z Krainy Wygasłych Wulkanów i jaworski piernik — bo Jawor obok Torunia był ośrodkiem pierników już w średniowieczu.
Ekspozycje stałe podzielone są na klika działów:
- Galeria Śląskiej Sztuki Sakralnej — rzeźba i malarstwo XV–XVIII wieku, ulokowane w dawnym kościele klasztornym
- „Miecze, szable, strzelby” — uzbrojenie od średniowiecza do XIX wieku, urządzone w czerwonym korytarzu w dolnej kondygnacji
- „Rzemiosło dawne” — księgi cechowe, cyna, ceramika, szkło, narzędzia
- „Izba Dolnośląska” — chałupa wiejska, stroje, sprzęty kuchenne i komora gospodarska
- „Ziemia Jaworska w pradziejach” — archeologia, narzędzia neolityczne, ceramika
- „Skarbiec Sudetów” — minerały Krainy Wygasłych Wulkanów
- Dział jaworskiego piernika oraz osobna sala poświęcona Kościołom Pokoju wpisanym na listę UNESCO
Praktyczne wskazówki: godziny, ceny, co jeszcze warto zobaczyć

Muzeum działa od środy do niedzieli. W sezonie kwiecień–październik w godzinach 10:00–17:00, listopad–marzec 10:00–16:00. Środa to dzień wstępu wolnego na ekspozycje stałe. Bilet normalny kosztuje 15 zł, ulgowy 10 zł; grupy 10 zł od osoby. Przewodnik to dodatkowo 30 zł, a zezwolenie na fotografowanie 15 zł. Telefon: 76 870-23-21 lub 76 870-30-86, e-mail: muzeum@muzeumjawor.pl. Aktualne ceny warto zweryfikować na muzeumjawor.pl, bo w internecie krążą jeszcze starsze cenniki.
Do Jawora najłatwiej dojechać autem — z Wrocławia ok. 70 km autostradą A4 (zjazd Legnica lub Krzywa) i dalej DK3/DK374. Parkingi dostępne są w okolicy Rynku i ul. Klasztornej. Pociągiem warto przyjechać już choćby po to, żeby zobaczyć w tunelu na peron „kapsułę dworcową” — to spacer kilkunastu minut do muzeum.
Na ten sam dzień świetnie wkomponowuje się kilka okolicznych obiektów:
- Kościół Pokoju w Jaworze (UNESCO, 2001) — pół kilometra od muzeum. Największa drewniana barokowa świątynia ewangelicka w Europie po świdnickiej, wzniesiona w 1654–1655 roku po pokoju westfalskim. Mieści 6 000 osób.
- Zamek Piastowski w Jaworze — 300 m od muzeum. Średniowieczna warownia książąt świdnicko-jaworskich, od 1764 r. przez prawie dwa wieki służyła jako więzienie. Wieżę widokową udostępnia Muzeum Regionalne jako swoją filię.
- Strzegom (17 km) — Bazylika Mniejsza pw. Piotra i Pawła, jedna z największych gotyckich świątyń Dolnego Śląska, i Góra Krzyżowa.
- Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy (18 km) — były niemiecki obóz koncentracyjny KL Gross-Rosen, miejsce pamięci, wstęp bezpłatny.
- Kościół Pokoju w Świdnicy (30 km) — siostrzana świątynia UNESCO, jeszcze większa od jaworskiej, można odwiedzić oba w jeden dzień.
Co burmistrz i proboszcz włożyli do nowej kapsuły
Pełna historia nie skończyła się na otwarciu tub. 20 listopada 2024 roku ks. dziekan Łukasz Misiak i burmistrz Jawora Emilian Bera wspólnie podpisali nową kapsułę czasu. Do miedzianej kuli włożono — po konserwacji i sfotografowaniu — wszystkie historyczne dokumenty z 1831, 1894, 1949 i 1977 roku, oraz dorzucono pamiątki z 2024: różaniec, okolicznościową monetę, egzemplarz lokalnej gazety i list podpisany wspólnie przez burmistrza i proboszcza.
Kula wróciła na wieżę. Czeka. Tym razem, gdy ktoś za kilka dekad — może za 100 lat — zdejmie ją do kolejnego remontu, otworzy nie pojedynczą kapsułę, lecz całe archiwum konwersacji, w której uczestniczyli już ludzie z czasów pruskich, międzywojennych, peerelowskich, postkomunistycznych i ci z tu i teraz. Coraz dłuższy łańcuch wiadomości wymienianych między pokoleniami przez tę samą wieżę, ten sam patron, tę samą miedzianą kulę.
Jaworska kapsuła czasu to nie eksponat za szybą. To gest powtarzany od dwóch stuleci. Muzeum Regionalne w Jaworze pozwala go zobaczyć w kontekście — pokazuje budynek, który sam jest kapsułą, i daje słowa wszystkim tym przedmiotom z tub i sufitów. Idziesz tam nie po to, żeby zobaczyć skarb. Idziesz po to, żeby przez chwilę dołożyć się do rozmowy.
