W samym sercu Świdnicy, kilka kroków od rynku, na skwerze pod biblioteką przy ulicy Franciszkańskiej pasie się rodzina dzików. Sześć osobników z brązu: potężny odyniec z zakręconymi szablami i pięć warchlaków rozbieganych wokół niego. Jeden przysiadł na wieku okutego kufra zamkniętego na kłódkę i coś trzyma w pysku. Drugi — nie wiadomo czemu — ma na ryju okulary. Wokół walają się rozłożone książki. A ucho największego dzika lśni złocistym połyskiem na tle poczerniałej sierści, bo w Świdnicy wiadomo swoje: potrzesz — będzie szczęście. Skąd te dziki w środku miasta? Odpowiedź kryje się w herbie Świdnicy — i w pewnym średniowiecznym nieporozumieniu.
Pomnik dzików to jeden z tych obiektów, przy których trudno przejść obojętnie. Nie jest to monumentalne dzieło upamiętniające bitwę ani władcę. To rodzinna scenka rodzajowa, pełna humoru i drobnych detali, która w ciągu kilku lat stała się nieformalną maskotką miasta — świdnickim odpowiednikiem wrocławskich krasnali. Dzieci wdrapują się na grzbiety warchlaków, turyści polerują ucho odyńca, a lokalne przewodniki uznają dziki za obowiązkowy punkt spaceru po starówce.
A jednak za tą lekką, sympatyczną formą kryje się kawał historii miasta i jedna z najciekawszych heraldycznych opowieści na Dolnym Śląsku. Bo dzik nie znalazł się w Świdnicy przypadkiem.
Sześć dzików, kufer i para okularów. Co stoi na Franciszkańskiej

Rzeźba przedstawia rodzinę dzików: jednego dorosłego (wysokiego na około 102 centymetry) i pięć warchlaków. Cała kompozycja mierzy 1,6 metra wysokości i przeszło 4 metry długości, waży około 1,2 tony i została odlana z brązu — z fakturą sierści tak dokładną, że z bliska widać każdy kosmyk.
Scena jest narracyjna i pełna żartobliwych szczegółów. Jeden warchlak siedzi na wieku ciężkiego, okutego kufra zamkniętego na kłódkę — jakby go pilnował (i, jak się okaże, pilnuje go nie bez powodu). Drugi ma na ryju okulary, co bawi każdego, kto podejdzie bliżej. Wokół całej grupy porozrzucane są książki — nawiązanie do sąsiedztwa Miejskiej Biblioteki Publicznej i do tradycji, kultury oraz osiągnięć mieszkańców miasta.
To kompozycja, którą trzeba obejść dookoła, żeby wyłapać wszystkie detale. Każdy warchlak ma inną minę i inną pozę. Dorosły dzik stoi masywnie, z opuszczonym łbem i wyeksponowanymi szablami — dostojny, choć otoczony rozbieganym potomstwem. To scena rodzinna, nie pomnikowa poza.
Dlaczego akurat dziki? Herb, który wyrósł z przejęzyczenia

Odpowiedź jest prosta i zaskakująca zarazem: dzik jest w herbie Świdnicy. Czteropolowy herb miasta ma w polach pierwszym i czwartym złotą koronę na czarnym tle, w polu drugim czerwonego gryfa na srebrze, a w polu trzecim — czarnego dzika na srebrnym tle. W heraldyce dzik symbolizuje odwagę, waleczność, męskość i siłę. Rzecznik miasta ujął to bez ogródek: skoro dzik jest w herbie, jest symbolem Świdnicy.
Herb w obecnej formie nadał miastu w 1452 roku król Władysław Pogrobowiec — był to pierwszy przywilej heraldyczny Świdnicy. Połączono w nim dwa starsze znaki pieczętne: gryfa Rady Miejskiej (najstarszy odcisk pieczęci z 1280 roku) oraz dzika, którym pieczętował się sąd ławniczy. I tu zaczyna się najciekawszy wątek.
Według Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy dzik trafił na pieczęć ławników prawdopodobnie w wyniku… językowego nieporozumienia. Niemieccy mieszczanie mieli skojarzyć słowiańską nazwę „Świdnica” z niemieckim słowem Schwein — świnia. Niemiecka nazwa miasta brzmiała Schweidnitz, a najstarszy zachowany odcisk pieczęci ławniczej z dzikiem pochodzi z 1335 roku. Innymi słowy: dumny heraldyczny dzik Świdnicy narodził się poniekąd z przekręcenia nazwy miasta przez średniowiecznych sąsiadów.
To hipoteza historyczno-heraldyczna, a nie ludowa baśń — warto o tym pamiętać, bo w Świdnicy nie ma żadnej „legendy o dzikach” w stylu smoka wawelskiego. Jest natomiast coś znacznie ciekawszego: miasto, które przed wiekami obróciło językową pomyłkę w herb, a siedemset lat później z tego samego herbu uczyniło sympatyczną maskotkę i wyprowadziło dziki na ulicę.
Strażnicy kapsuły czasu ukrytej pod skwerem

Ten okuty kufer, na którym przysiadł jeden z warchlaków, nie jest przypadkowym rekwizytem. To symbol czegoś, co naprawdę spoczywa pod świdnickim skwerem.
Jeszcze przed ustawieniem pomnika, w 2013 roku, w miejscu przyszłej rzeźby wydrążono niewielką kryptę i umieszczono w niej Skrzynię Pamięci Świdniczan — kapsułę czasu. Wypełniono ją pamiątkami współczesnych mieszkańców, między innymi pracami plastycznymi uczniów miejscowych szkół. Skrzynia ma zostać otwarta dopiero za sto lat, około roku 2113.
Rzeźbiarski kufer pilnowany przez warchlaka to naziemne, symboliczne odzwierciedlenie tej ukrytej skrzyni. Dziki dosłownie strzegą pamięci miasta — i będą to robić przez cały wiek, aż kolejne pokolenie świdniczan podniesie wieko prawdziwej skrzyni i zobaczy, co zostawili im przodkowie. To drugie dno tego pozornie żartobliwego pomnika: pod warstwą humoru kryje się gest przekazany w przyszłość.
Ucho na szczęście i maskotka, którą wyprowadzono na miasto

Od momentu odsłonięcia dziki szybko stały się nieformalną maskotką Świdnicy. Miasto świadomie wzorowało się na modelu wrocławskich krasnali — rozpoznawalnym, ocieplającym wizerunek element miejski, wokół którego buduje się turystyczne opowieści. Jak przyznawali urzędnicy, mieszkańcy sami dopominali się, by „wyprowadzać dziki w miasto”.
Z pomnikiem wiąże się rytuał: potarcie ucha największego dzika ma przynosić szczęście. Efekt widać gołym okiem — wypolerowane, złociście lśniące ucho odyńca zdradza, jak wielu odwiedzających sprawdziło tę tradycję. To klasyczny los pomników, które trafiają do serc: pewien fragment zawsze błyszczy od tysięcy dotknięć.
Dla rodzin z dziećmi skwer przy Franciszkańskiej stał się jednym z ulubionych punktów starówki. Maluchy wdrapują się na grzbiety warchlaków, siadają obok, wymyślają im imiona. Miasto zresztą samo planowało konkurs na imiona dla całego stada oraz kolejne dziki w przestrzeni miejskiej — na wzór wrocławskiej rodziny krasnali. Te plany były zapowiadane wkrótce po odsłonięciu; niezależnie od tego, na ile zostały zrealizowane, jedno jest pewne: pierwsza rodzina dzików przyjęła się w mieście na dobre.
Kto to wymyślił i wyrzeźbił

Historia pomnika jest przykładem tego, jak dobrze może zadziałać oddolna inicjatywa mieszkańców. Pomysł zgłosił świdniczanin Aleksander Mazij w ramach miejskich konsultacji społecznych „Giełda Pomysłów”. Miasto ogłosiło konkurs na przełomie 2012 i 2013 roku, a spośród siedmiu zgłoszonych propozycji komisja wybrała właśnie dziki. Nazwisko pomysłodawcy uwieczniono na jednej z brązowych „kamiennych” tabliczek wkomponowanych w podstawę rzeźby.
Autorem rzeźby jest Grzegorz Łagowski — artysta z Wrocławia, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu, twórca wielu realizacji rzeźbiarskich. Pomnik uroczyście ustawiono i odsłonięto 25 kwietnia 2014 roku. Od tego dnia rodzina dzików nieprzerwanie zajmuje skwer przy Franciszkańskiej, a jej popularność tylko rośnie.
Warto docenić, że cała historia — od pomysłu, przez wybór w głosowaniu, po realizację — wyrosła z zaangażowania samych mieszkańców. To nie był odgórny gest władz, lecz projekt, który świdniczanie wybrali dla siebie. Może dlatego dziki tak dobrze się w mieście przyjęły.
Co jeszcze zobaczyć w okolicy

Świdnica to jedno z najbogatszych w zabytki miast Dolnego Śląska, więc pomnik dzików najlepiej potraktować jako miły przystanek w większym spacerze. W zasięgu kilku minut pieszo lub krótkiego dojazdu czekają:
- Kościół Pokoju pw. Świętej Trójcy — obiekt wpisany na listę UNESCO, największa drewniana barokowa świątynia o konstrukcji szachulcowej w Europie. Absolutny punkt obowiązkowy.
- Rynek z ratuszem i kolorowymi kamienicami — tu również, w wielu miejscach, natkniesz się na miejski herb z dzikiem.
- Muzeum Dawnego Kupiectwa w Rynku — to tutaj najlepiej domkniesz opowieść o herbie i o tym, jak dzik trafił na świdnickie pieczęcie. Muzeum opowiada dzieje miasta jako dawnej stolicy księstwa świdnicko-jaworskiego.
- Katedra pw. św. Stanisława i św. Wacława — z najwyższą wieżą kościelną na Dolnym Śląsku (ponad 100 metrów). Poświęcimy jej osobny artykuł w cyklu, więc tu tylko wspomnimy, że warto zadrzeć głowę.
- Zamek Książ pod Wałbrzychem — jeden z największych zamków w Polsce, kilkanaście kilometrów od Świdnicy.
- Pałac w Strudze — renesansowo-barokowa rezydencja z odkrytą w 2019 roku Galerią Cesarską, opisana w naszym cyklu. Leży blisko Świdnicy i świetnie łączy się z nią w jednodniową wycieczkę — przeczytaj pełny artykuł o Pałacu Struga.
Pomnik dzików jest dostępny bez ograniczeń — stoi w otwartej przestrzeni miejskiej, bezpłatnie, przez całą dobę i cały rok. Można podejść, dotknąć, usiąść obok, potrzeć ucho na szczęście. Najłatwiej dojść do niego spacerem od rynku; Świdnica leży około 50 kilometrów na południowy zachód od Wrocławia, z dobrym połączeniem drogą krajową 35 i komunikacją autobusową. Parkingi znajdują się w centrum, a od dworca do skweru jest kilkanaście minut pieszo.
To pomnik, który nie próbuje być wzniosły — i właśnie dlatego tak dobrze robi. W mieście pełnym katedr, kościołów UNESCO i książęcych murów rodzina brązowych dzików przypomina, że dziedzictwo może też po prostu cieszyć. A gdy potrzesz ucho odyńca, pamiętaj: pilnuje on skrzyni, którą świdniczanie otworzą dopiero za sto lat.
