Reprezentacyjna sala Ratusza w Lwówku Śląskim z ciemną, drewnianą boazerią i sklepionym sufitem. Pośrodku stoi stół i krzesła, a całość oświetla duży żyrandol.

Zaskakujące perełki miast Dolnego Śląska – gdzie warto zboczyć z trasy?

Dolny Śląsk to kraina zamków, gór i spektakularnych pałaców, ale jego prawdziwy urok często kryje się tam, gdzie rzadko zaglądają wycieczkowe autokary. Wystarczy skręcić dwie ulice dalej niż wszyscy, żeby trafić na miejsca, które zostają w pamięci na długo: gotycko‑renesansowy ratusz z bajkową salą ślubów, kocioł bazaltowych kolumn ukryty w miejskim parku czy samotną skałę strzegącą granicy lasu.

Ten tekst to propozycja dla tych, którzy lubią „zboczyć z trasy” – w drodze w Karkonosze, Izery czy do Wrocławia. Zatrzymamy się w pięciu miejscach, które łączy jedno: są blisko codziennych tras, a jednak większość kierowców mija je, nie mając pojęcia, co traci.

Kolejność naszej podróży jest nieprzypadkowa: zaczynamy od Lwówka Śląskiego, zaglądamy do Jeleniej Góry, potem wpadamy do Lubania, robimy kolorowy przystanek we Wrocławiu i kończymy przy Skale z Medalionem – skromnej, ale niezwykle symbolicznej strażniczce lasu.

Lwówek Śląski – ratusz, który wygląda zwyczajnie… dopóki nie wejdziesz do środka

Lwówek Śląski większość kierowców kojarzy najwyżej z nazwą na drogowskazie między Bolesławcem a Jelenią Górą. Tymczasem w samym sercu miasta, na placu Wolności, stoi budynek, który mógłby zagrać główną rolę w historycznym filmie – ratusz o idealnych proporcjach, z wieżą górującą nad kamienicami i wnętrzami, jakich nie powstydziłyby się wielkie europejskie miasta.

Wieża Ratusza w Lwówku Śląskim z zegarem i czerwonymi dachami budynków rynkowych. Na ulicy widać przechodniów i rowerzystę.
Ratusz w Lwówku Śląskim, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Z zewnątrz to długi, gotycko‑renesansowy gmach z charakterystyczną wieżą i arkadami handlowymi. Prawdziwa magia zaczyna się jednak dopiero po przekroczeniu drzwi. W Wielkiej Sieni nad głową rozpięto sieciowe sklepienie wsparte na pojedynczej kolumnie, w Sali Ławy Sądowej ściany pokrywają XVI‑wieczne polichromie z wizerunkami filozofów i biblijnych królów, a legendy o duchach i głodowym lochu dodają wnętrzom nuty dreszczyku.

Najbardziej zaskakująca jest jednak Sala Ślubów – neorenesansowe wnętrze, w którym na drewnianych kolumnach spotykają się bohaterowie baśni braci Grimm. Czerwony Kapturek, Kot w Butach czy Złotowłosa to symboliczni świadkowie ślubów, a cała sala wygląda jak scenografia do filmowej historii o miłości. Trudno o bardziej „ukryty” klejnot w niewielkim mieście.

Jeśli chcesz poznać legendy ratusza, zobaczyć głodowy loch i zajrzeć do bajkowej sali ślubów, zajrzyj do osobnego tekstu: Ratusz w Lwówku Śląskim i jego sekrety.

Jak wpleść Lwówek Śląski w trasę?

Lwówek leży świetnie „po drodze” między A4 a Karkonoszami. Jeśli jedziesz z Wrocławia w stronę Szklarskiej Poręby lub Świeradowa‑Zdroju, zaplanuj godzinny postój na kawę na rynku i zwiedzanie ratusza z przewodnikiem. To idealny pierwszy przystanek w podróży po ukrytych klejnotach Dolnego Śląska.

Jelenia Góra – Cieplice i Park Norweski, czyli mała stolica slow travelu

Jelenia Góra wielu osobom służy tylko jako punkt przesiadkowy w drodze w góry. Warto jednak dać szansę jej uzdrowiskowej dzielnicy – Cieplicom Śląskim‑Zdrój. To zupełnie inny świat niż zatłoczone deptaki górskich kurortów: secesyjne pensjonaty, parkowe aleje i klimat dawnych zdrojowisk, w których czas płynie wolniej.

Spacer najlepiej zacząć w reprezentacyjnym Parku Zdrojowym, gdzie pomiędzy szpalerami drzew kryją się klasycystyczne pawilony, teatr i kawiarnie z widokiem na zadbane klomby. Kilka kroków dalej, za mostkiem nad Wrzosówką, czeka Park Norweski – bardziej dziki i krajobrazowy, z drewnianym Domem Norweskim w stylu skandynawskiej willi. To doskonałe miejsce na piknik, chwilę czytania na ławce albo po prostu nieśpieszny spacer w cieniu starych drzew.

W tle cały czas majaczą Karkonosze – z końca parku można złapać ładny kadr z górskim horyzontem nad koronami drzew. Jeśli dodasz do tego termy, których woda ma jeden z ciekawszych składów w Polsce, powstaje przepis na bardzo dolnośląski „dzień poza czasem”.

Jak wpleść Cieplice w trasę?

Do Cieplic łatwo podskoczyć z Jeleniej Góry – to dosłownie kilkanaście minut jazdy. Jeśli jedziesz w Karkonosze, zrób tu postój na kilka godzin: krótki spacer po parkach, obiad w jednej z restauracji i relaks w termach to świetne otwarcie lub zakończenie górskiego wyjazdu.

Lubań – bazaltowy „Kociołek” schowany w cieniu Kamiennej Góry

Na pierwszy rzut oka Lubań to kolejne dolnośląskie miasteczko, które większość kierowców mija w drodze do Świeradowa‑Zdroju czy czeskiej granicy. Tymczasem kilka minut spacerem od centrum kryje się miejsce wyglądające jak naturalna katedra – dawny kamieniołom bazaltu na Kamiennej Górze, nazywany pieszczotliwie „Kociołkiem”.

Kociołek w Lubaniu, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Wchodząc w zacienione alejki parku miejskiego, nie od razu domyślasz się, co czeka za zakrętem. Dopiero kiedy ścieżka opada w dół, odsłania się półkolisty amfiteatr ciemnych, regularnych słupów nefelinitu. 9–15‑metrowe kolumny wyglądają jak gigantyczne organy, a między nimi echo niosą głosy ptaków. Na dnie dawnego wyrobiska błyszczy nieduży staw, a tablice edukacyjne po cichu opowiadają historię wulkanicznej przeszłości regionu.

To miejsce łączy geologię, historię i zwykłą, codzienną rekreację – obok bazaltowych ścian biegną ścieżki spacerowe, ławki kuszą, żeby przysiąść na chwilę, a z wyższych partii parku otwiera się widok na Góry Izerskie i Karkonosze. Wszystko dosłownie kilka minut od miejskiego rynku.

Więcej o tym niezwykłym miejscu przeczytasz w tekście: Kociołek w Lubaniu – bazaltowa katedra ukryta w cieniu Kamiennej Góry.

Jak wpleść Lubań w trasę?

Lubań leży przy ważnej drodze prowadzącej w stronę Świeradowa‑Zdroju i granicy z Czechami. Wystarczy zaplanować krótki zjazd z głównej trasy, zaparkować w okolicy Kamiennej Góry i poświęcić godzinę na spacer po parku. To idealny przystanek, kiedy potrzebujesz odetchnąć od serpentyn Pogórza Izerskiego.

Wrocław – Nadodrze i kolorowe podwórka, czyli sztuka, która zeszła z piedestału

Stolica Dolnego Śląska ma swoje oczywistości: rynek, Ostrów Tumski, mosty nad Odrą. Jeśli jednak masz ochotę zobaczyć bardziej nieoczywiste oblicze miasta, zbocz na chwilę w stronę Nadodrza. To dawna, robotnicza dzielnica, która w ostatnich latach stała się żywą galerią sztuki, miejscem małych pracowni i osiedlowych kawiarenek.

Serce tego świata bije na podwórkach kamienic przy ulicy Roosevelta i pobliskich ulicach. Jeszcze niedawno były szare i zaniedbane, dziś ich ściany pokrywają ogromne murale i ceramiczne instalacje tworzone wspólnie przez artystów oraz mieszkańców. Tropikalne ogrody, morskie głębiny, portrety sąsiadów i ich zwierzaków, wiersze i detale, które odkrywasz dopiero przy drugim, trzecim spojrzeniu – wszystko to sprawia, że zamiast „zaliczać” atrakcję, po prostu jesteś gościem na czyimś podwórku.

Nadodrze to świetne miejsce na wolniejsze poznawanie miasta: można tu zajrzeć do lokalnych kawiarni, galerii, małych concept store’ów, a potem wrócić spacerem nad Odrę. Dla wielu osób to właśnie tu, między obdrapanymi jeszcze miejscami fasadami a świeżymi muralami, najlepiej widać, jak Wrocław potrafi się zmieniać.

Jak wpleść Nadodrze w trasę?

Jeśli zatrzymujesz się we Wrocławiu choćby na pół dnia, zaplanuj choć godzinny spacer po Nadodrzu. Z rynku można tu dojść pieszo (ok. 20–25 minut) albo podjechać tramwajem. Najlepiej wejść na podwórka przez bramy od ulicy Roosevelta i dać się poprowadzić kolorowym ścianom.

Skała z Medalionem – leśna strażniczka między Żerkowicami a wsią Skała

Na koniec coś zupełnie innego: miejsce, które geolodzy opisują jako piaskowcowy ostaniec, a turyści – jako po prostu „tę skałę przy drodze między Lwówkiem a Jelenią Górą”. Skała z Medalionem wyrasta samotnie na skraju liściastego lasu, kilka minut spacerem od szosy. Z jednej strony to symboliczny pomnik historii, z drugiej – idealny pretekst, by rozprostować nogi w trakcie dłuższej trasy.

W miejsce historycznego medalionu wstawiono nowy,mniejszy, z herbem Lwówka Śląskiego
Skała z Medalionem, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Kolumnowa skała, wysoka na około 14 metrów, przypomina skalną basztę. Pod koniec XIX wieku wmurowano w nią medalion upamiętniający cesarza Wilhelma I, a na szczycie powstał taras widokowy z masztami i barierkami. Po wojnie medalion zniknął, by wiele lat później powrócić w nowej odsłonie – dziś w niszy zobaczysz herb Lwówka Śląskiego. Dawny taras zarósł historią; na górę wchodzą już tylko wspinacze, ale u podnóża skały nadal czuć atmosferę dawnego punktu widokowego.

Otaczający ostaniec las należy do obszaru Natura 2000 „Żerkowice–Skała”. W runie królują paprocie, na skałach rosną mchy i porosty, a w ciepłe dni drzewa dają przyjemny cień. To niby tylko krótki spacer od samochodu, ale jeśli wsłuchasz się w szum liści, łatwo zapomnieć, że ruchliwa droga biegnie kilkaset metrów dalej.

Jeśli chcesz poznać legendę cienia, historię medalionu i odkryć inne atrakcje okolicy, zajrzyj do tekstu: Skała z Medalionem – tajemniczy ostaniec i jego niezwykła historia.

Jak wpleść Skałę z Medalionem w trasę?

To idealny przystanek między Lwówkiem Śląskim a Jelenią Górą. Wystarczy zjechać z drogi wojewódzkiej nr 297 w kierunku wsi Skała, zostawić samochód na poboczu i przejść kilka minut zielonym szlakiem przez las. To krótka, ale bardzo satysfakcjonująca przerwa w podróży.

Zboczyć z trasy, żeby poczuć Dolny Śląsk naprawdę

Ratusz, który kryje w sobie baśniową salę ślubów. Uzdrowiskowe parki, gdzie góry widać ponad koronami drzew. Bazaltowy kocioł w sercu miejskiego parku. Nadodrzańskie podwórka zamienione w kolorową galerię. Samotna skała, która od ponad stu lat przyciąga spojrzenia wędrowców.

Te pięć miejsc to tylko przedsmak tego, jak bardzo Dolny Śląsk nagradza tych, którzy są gotowi choć na chwilę zejść z oczywistych szlaków. Wystarczy zaplanować kilka krótkich postojów w drodze – na kawę w lwóweckim rynku, spacer po Cieplicach, spacer wśród bazaltowych kolumn w Lubaniu, godzinę z muralami Nadodrza i pięć minut w leśnej ciszy przy Skale z Medalionem.

Może się okazać, że to właśnie te „zboczenia z trasy” zapamiętasz z podróży najmocniej – jako momenty, w których Dolny Śląsk był nie tylko tłem za szybą samochodu, ale żywą, zaskakującą krainą, do której chce się wracać.

Odkryj Ukryte Klejnoty II. Baner informacyjny projektu Interreg