Wąskie uliczki starego miasta budzą się powoli. W chłodnym blasku poranka mosiężna obudowa staromodnego radioodbiornika połyskuje na tle ceglanej fasady ratusza. Siadasz na ławeczce, dotykasz chłodnego metalu i nagle w wyobraźni słyszysz ciepły trzask fal radiowych, które kiedyś wypełniały ten sprzęt. W Dzierżoniowie historię można dosłownie dotknąć – to tutaj, w sercu Dolnego Śląska, powstał Traktat Diora, szlak z mosiężnymi radioodbiornikami w skali 1:1 upamiętniający narodziny polskiej elektroniki.
Spacerując między rzeźbami, przenosisz się do czasów, gdy dźwięk radia był symbolem nowoczesności, a niewielkie miasto stało się centrum przemysłowej rewolucji. Ten artykuł zabierze Cię w podróż śladem legendarnych odbiorników i opowie o ludziach, którzy napisali jedną z najciekawszych historii polskiej techniki.
Kiedy świat zamilkł – narodziny Diory

Powojenna rzeczywistość Dolnego Śląska była pełna zgliszczy, ale również nadziei na odbudowę. Już 8 listopada 1945 r. w Dzierżoniowie ruszył Państwowy Zakład Odbiorników Radiowych, któremu patronował inżynier Wilhelm Rotkiewicz. Początkowo montowano tu proste odbiorniki z niemieckich części; pierwszym zadaniem pracowników było „skrobanie znaku” – usuwanie nazistowskich emblematów z obudów. Zakład szybko przekształcił się w DZWUR (Dolnośląskie Zakłady Wytwórcze Urządzeń Radiowych), a potem w Diora – anagram słowa „radio”.
Pierwszym dużym sukcesem fabryki był Pionier. Zaprojektowany w 1948 r. przez Wilhelma Rotkiewicza, był to pierwszy polski radioodbiornik po II wojnie światowej. Pionier to superheterodynowy odbiornik z uniwersalnym zasilaniem, który powstał na licencji AGA i wykorzystywał rozwiązania modelu Philips 203U. Już w latach 1953–1956 jego skala wskazywała nazwę „Stalinogród”, odzwierciedlając klimat polityczny tamtych czasów. Popyt był ogromny – łącznie wyprodukowano ponad 1,5 mln egzemplarzy, a w 1949 r. świętowano jubileusz pięćdziesięciotysięcznego odbiornika, który można dziś podziwiać w muzeum. Pionier zapoczątkował ciąg kolejnych konstrukcji, dzięki którym Dzierżoniów stał się sercem polskiej radiotechniki.
W latach 50. i 60. fabryka zatrudniała ponad 6 600 pracowników, a jej produkty eksportowano do Kanady, Wielkiej Brytanii i na Bliski Wschód. W 1957 r. oficjalnie przyjęto nazwę Diora. Kolejne dekady przyniosły sukcesy, m.in. nagrody na Międzynarodowych Targach w Poznaniu oraz współpracę z firmami z Japonii, Francji i Niemiec. Jednak transformacja gospodarcza lat 90. i napływ tańszej elektroniki z zagranicy doprowadziły do upadku przedsiębiorstwa: w 1999 r. pracowało tu już tylko 200 osób, a fabryka ogłosiła upadłość w 2006 r. Choć dziś pozostają jedynie budynki i pamiątki, dzięki Traktowi Diora historia marki wciąż żyje na ulicach miasta.
Ukryty klejnot: Trakt Diora w Dzierżoniowie

W 2018 r. w centrum Dzierżoniowa pojawiło się jedenaście mosiężnych radioodbiorników w naturalnej skali, tworząc edukacyjną ścieżkę nazwaną Traktat Diora. Projekt zrealizowano w ramach polsko-czeskiej inicjatywy „Diora-Tesla – historia elektrotechniki”, finansowanej z Programu Interreg V-A Republika Czeska – Polska. Rzeźby „opowiadają” historię rozwoju radiotechniki oraz wpływ zakładu na miasto. Cały szlak ma ok. 2 km, jest bezpłatny i dostępny o każdej porze roku. Warto zaplanować około pół godziny na spokojne obejrzenie odbiorników.
Wędrówkę najlepiej zacząć na rynku, przy ratuszu, gdzie czeka mosiężny Pionier. Stąd biegnie trasa przez najciekawsze zaułki starówki – Plac Kościelny, ulicę Świętej Doroty i ulicę Świdnicką – aż po Park Miejski. Na każdym etapie spotkasz inny model, od praprzodków radia po futurystyczne projekty lat 60. i 70. Dla mieszkańców i turystów jest to okazja, aby dotknąć historii oraz posłuchać nagrań o każdym urządzeniu, udostępnionych w wirtualnym przewodniku. Trakt jest przyjazny rodzinom z dziećmi i osobom z niepełnosprawnościami – radioodbiorniki są ustawione na ławkach lub stojakach, a trasa biegnie chodnikami i deptakami.
Szlak – od Pioniera do Kosa
Każdy z mosiężnych odbiorników reprezentuje inny etap rozwoju polskiej radiotechniki. Poniżej znajdziesz krótki przewodnik po modelach w takiej kolejności, w jakiej można je spotkać na Trakcie. Numeracja odwołuje się do trasowania (zachowujemy kolejność produkcji), a opis zawiera najważniejsze ciekawostki techniczne i historyczne.
- Pionier (1948). Pierwszy polski radioodbiornik powojenny, zaprojektowany przez Wilhelma Rotkiewicza. Miał uniwersalne zasilanie (AC/DC) i powstał na licencji AGA; jego konstrukcja przypominała Philips 203U. Do 1958 r. wyprodukowano ponad 1,5 mln egzemplarzy, czyniąc z niego ikonę polskiej elektroniki.
- Promyk (1957). Ulepszona wersja Pioniera z poziomą skalą i obudową z bakelitu. Odbiornik oznaczony „Promyk 20402″ był najdłużej w Polsce produkowanym radioodbiornikiem lampowym – jego produkcja trwała do 1968 r. Cena w 1958 r. wynosiła 810 zł.
- Polonez (1955). Pierwszy polski radioodbiornik z wbudowanym gramofonem elektrycznym GE-53 produkowanym w Łódzkiej FONICE. Wersja I była wytwarzana w latach 1955–1957 (ok. 4 970 sztuk), a wersja II (1956–1958) z napisem „Radiola” powstała w liczbie ok. 19 500 sztuk.
- Podhale (1957). Jeden z największych i najcięższych odbiorników Diory, ważący prawie 20 kg. Dzięki zastosowaniu superreakcyjnej przystawki był pierwszym polskim radiem z zakresem fal ultrakrótkich; wyposażono go w siedmioklawiszowy przełącznik i „magiczne oko” do precyzyjnego dostrajania.
- Sonatina (1957). Ulepszona wersja Promyka z klawiszowym przełącznikiem zakresów i politurowaną drewnianą skrzynką z dekoracyjną wkładką z melaminy. Mogła pracować zarówno na prąd zmienny, jak i stały. W ciągu sześciu lat wyprodukowano około 200 tys. sztuk.
- Ramona (1961). Projekt Jana Kowalczyka, absolwenta wrocławskiej szkoły plastycznej, wyróżniał się opływową, bilateralnie wygiętą obudową – z tego powodu radio potocznie nazywano „świnką”. Odbiornik zdobył złoty medal na Międzynarodowych Targach Poznańskich, był eksportowany do Wielkiej Brytanii i Kanady, a do 1965 r. wyprodukowano ponad 44 456 sztuk. Połączenie nowoczesnego wzornictwa i uniwersalnego układu (długie, średnie, krótkie i UKF) sprawiło, że model stał się ikoną polskiego designu lat 60.
- Kos (1960). Futurystyczny odbiornik w kolorowej plastikowej obudowie był pierwszym produktem Diory montowanym na płytce drukowanej. Odejście od tradycyjnego metalowego chassis obniżyło wagę i umożliwiło produkcję w różnych kolorach. Technologia druku przewlekanego zapoczątkowała nowy rozdział w polskiej elektronice.
- Rytm (1966). Jeden z pierwszych polskich domowych odbiorników tranzystorowych, montowany w obudowie z tworzywa sztucznego i oferowany w kilku wersjach kolorystycznych; zasilany był dwoma płaskimi bateriami 4,5 V. Za projekt odpowiadali młodzi designerzy Janusz Zygadlewicz i Piotr Tworz, którzy zrewolucjonizowali wzornictwo audio lat 60.
- Ewa (1969). Turystyczno-samochodowy odbiornik tranzystorowy, jeden z pierwszych w Polsce z zakresem UKF (FM). Wykonany z płyty pilśniowej pokrytej skórą, mógł być zasilany 9-voltową baterią lub akumulatorem samochodowym. Już w 1971 r. uznano go za jeden z najlepszych polskich produktów, a jego egzemplarze towarzyszyły polskiej wyprawie w Himalaje.
- DML-301 (1970). Pierwszy z rodziny siedmiu radioodbiorników z wbudowanym gramofonem. Różniły się one detalami, m.in. kolorem skali, maskownicą głośnika czy obecnością modułu gramofonu. Do 1973 r. powstało łącznie 65 466 sztuk. DML-301 domyka listę odbiorników na Trakcie Diora i symbolizuje przejście z epoki lampowej do epoki magnetofonów i mikroschemów.

Kolekcja, która zmieniła miasto
Historia każdego z powyższych odbiorników to także opowieść o życiu w Dzierżoniowie. Pionier pojawił się w domach robotników i mieszkańców, dając im dostęp do muzyki i wieści ze świata. Promyk i Sonatina symbolizowały modernizację i unowocześnianie oferty zakładu. Polonez, z wbudowanym gramofonem, był marzeniem wielu rodzin – po raz pierwszy można było słuchać radia i płyt gramofonowych w jednym urządzeniu. Podhale wprowadzało do domów ultrakrótkie fale, dzięki którym można było odbierać lokalne stacje i audycje zagraniczne.
Wzornicza rewolucja nastąpiła wraz z Ramoną – projekt Jana Kowalczyka udowodnił, że radio może być nie tylko urządzeniem technicznym, ale również artystycznym przedmiotem. Wydłużona, opływowa forma i jasne fronty przypominały futurystyczne rzeźby z lat 60., a nagroda na poznańskich targach potwierdziła światowy poziom polskiego designu. Rytm i Ewa przeniosły uwagę na technologie – dzięki tranzystorom i układowi FM radio odbierało wyraźniejszy dźwięk i mogło być zasilane bateriami, co pozwalało zabrać je na piknik lub wyprawę w góry. Kos wprowadził drukowane płytki, a DML-301 integrował radio z gramofonem – te innowacje wyprzedzały swoją epokę.
Praktyczne wskazówki dla zwiedzających
Trakt Diora jest atrakcją otwartą i bezpłatną przez cały rok. Szlak liczy około 2 km, prowadzi głównie ulicami Starego Miasta i jest przyjazny dla osób z niepełnosprawnościami – brak tu stromych schodów czy ruchliwych dróg. Aby w pełni cieszyć się zwiedzaniem, weź pod uwagę następujące rady:
- Zacznij od ratusza – tu znajduje się Pionier, a zaraz obok działa punkt informacji turystycznej, w którym możesz pobrać mapkę szlaku i komiks „Historia zakładów radiowych Diora”.
- Wygospodaruj czas – choć przejście trasy zajmuje około 30 minut, warto zatrzymać się przy każdym radioodbiorniku, przeczytać opisy i zajrzeć na stronę internetową za pomocą kodu QR, aby odsłuchać nagranie z historii modelu.
- Odwiedź muzeum – przed lub po spacerze zajrzyj do Muzeum Miejskiego przy ulicy Krzywej. W czasie wystawy „Diora – legenda polskiej elektroniki” zobaczysz unikatowe odbiorniki, telewizory i plany fabryki.
- Zajrzyj na ulicę Diorowską – spacerując nieco dalej, poznasz pozostałości dawnego kombinatu. Zobaczysz mural upamiętniający pracowników oraz zabudowania, które kiedyś tworzyły miniaturowe miasteczko ze stołówką, przedszkolem i przychodnią.

Dla entuzjastów designu i techniki Trakt Diora może być początkiem dłuższej przygody. W regionie Dolnego Śląska znajdziesz wiele innych „ukrytych klejnotów” – zabytkowe mosty, ruchome szopki czy unikatowe sanktuaria. Zawsze jednak warto wrócić do Dzierżoniowa, by na nowo poczuć atmosferę lat, w których radioodbiornik był oknem na świat.
Pamięć i przyszłość
Traktat Diora to nie tylko nostalgiczna podróż po urządzeniach. To również refleksja o ludziach, którzy w trudnych powojennych czasach zbudowali markę znaną na całym świecie. Mosiężne rzeźby upamiętniają ich pracę i przypominają, że innowacje często rodzą się z potrzeby i pasji. Dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności i projektom finansowanym przez Unię Europejską szlak ma dziś charakter trwałego pomnika, integrującego historię z turystyką.
Spacerując po Dzierżoniowie, usłyszysz więc nie tylko echo starych audycji, ale i opowieść o odwadze, kreatywności i trudnym pięknie przemysłowego dziedzictwa. Trakt Diora pozostaje ukrytym klejnotem Dolnego Śląska, który warto odkryć, zanim nadejdą nowe generacje mediów – bo w końcu, jak mawiali dawni radiotechnicy, „z dobrym radiem każde miejsce jest bliżej słońca”.
